Hańba
J.Radzik
O prawo do ekranizacji głośnej książki mistrza zabiegało wielu. Kiedy już została zrealizowana, powstał film na miarę tych najbardziej pamiętnych. Mimo dość dramatycznej, mocnej fabuły angażuje widza całego i zapada głęboko w pamięć. Dzięki scenariuszowi, dzięki aktorom i dzięki zapierającej dech w piersiach scenografii.
Film to dość wierne odwzorowanie książki. Bohatera profesora Luriego (John Malkovich) poznajemy w sytuacji skandalu wywołanego ujawnionym intymnym kontaktem z jego studentką. Reperkusje tegoż wydarzenia są nieuniknione - Lurie staje przed komisją etyczną. Wbrew namowom i zachętom otoczenia, próbującego skłonić go do standardowego "wyznania winy", odmawia wyjaśnień, nie godzi się na upokarzające jego zdaniem "tłumaczenie się". Podejmuje decyzję o wyjeździe do swojej córki Lucy (Jessica Haines), która w bardzo prymitywnych warunkach mieszka na dalekiej farmie. Pozostając tam poznaje otoczenie, jej najbliższego sąsiada i przeżywa dramatyczne sytuacje.
To jeden z tych filmów, które pozostają w pamięci. Na długo, jeśli nawet nie na zawsze. Każdy z bohaterów Hańby prezentuje bardzo wyrazistą osobowość, konsekwentną w swoim przekazie. Decydującą i znaczącą rolę gra też obraz czarnej Afryki, zachodzących przemian, brutalizacji kontaktów, i wynikającej z zakończonego apartheidu zmiany pozycji pan i sługa. Filozofię filmu można rozpatrywać dwojako, zarówno poprzez analizę przeżyć bohaterów, ich postaw jak też swoistej konstatacji "kary za winę".
Aktorsko to majstersztyk, chociaż sposób gry aktorskiej niejednokrotnie odbiegał od moich książkowych wyobrażeń. Szczególne wrażenie robi Jessica Haines, bardzo wiarygodnie odtwarzająca wpływ traumatycznych przeżyć na codzienne zachowanie. Lucy w wykonaniu Haines podejmuje decyzje niekoniecznie zrozumiałe dla innych ale jest konsekwentna i twarda w swoich postanowieniach. Postać Luriego, jakkolwiek poruszająca i zagrana przez wielkiego mistrza Malkovicha, wydaje się być nieco demoniczna i przerysowana.
Film ogląda się z napięciem, z dużymi emocjami. Nie bez znaczenia wydaje się być pokazywane piękno Afryki, przestrzeń, atmosfera nadchodzących zmian. W porównaniu do książkowego pierwowzoru zawiera więcej symboliki, jest bardziej jednoznaczny. Podobno Coetzee długo nie chciał dać zgody na ekranizację swojego dzieła. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że tym razem scenariusz zaaprobował.