Anioły i Demony
Małgorzata Doboszyńska
Efektowny film, nie wywołujący jednak specjalnych emocji. Dość wierna adaptacja książki w wykonaniu Rona Howarda to niezłe aktorstwo, doskonałe efekty i scenografia, jednak jako całość okazuje się być wyłącznie filmem akcji. Na dodatek niejednokrotnie pozbawionym napięcia. Na pewno mierzył wyżej. Troszkę szkoda.
Bo jakoś się do tego filmu nie mogę przekonać. Czym dłużej myślę, tym gorsze mam o nim mniemanie. Może jednak warto jest pisać recenzję bezpośrednio po wyjściu z kina. Ale do rzeczy. Książkę Dana Browna przeczytałam niemalże minuty przed pójściem do samego kina. I na plus Ronowi Howardowi zaliczam to, że film dość wiernie trzyma się słowa pisanego, wszystkie zaś braki są małe i jasno wytłumaczalne koniecznością okrojenia powieści. Całość dzieje się w ciągu kilku godzin, podczas gorącego okresu konklawe. Znany nam z Kodu DaVinci profesor Robert Langdon zostaje pilnie wezwany do Watykanu aby swoją wiedzą wspomóc tamtejszą policję w rozwiązaniu kryzysu, porwania i groźby zdetonowania ładunku. Zarówno do porwania czterech kardynałów jak i do zdetonowania w Watykanie antymaterii o niszczycielskiej mocy, przyznaje się pradawna sekta Iluminatów, która - przeczekawszy setki lat w ukryciu - wyszła na światło dzienne aby w końcu osiągnąć swoją zemstę.
Filmy z Tomem Hanksem są z zasady warte oglądania. Klasa aktorska jest tutaj bezdyskusyjna. Kiedy jeszcze Hanksowi towarzyszy, jedynie jeszcze (mam nadzieję) nam nieznana Ayelet Zurer oraz Ewan MacGregor w nietypowej roli księdza, to bez wątpienia już argument żeby ten film obejrzeć. Dość ciekawa jest też obsada drugoplanowa. Stellan Skarsgard Skarsgaard, Pierfrancesco Favino czy Armin Mueller-Stahl stanowią kolejne za.
Tak samo jak poprzednia adaptacja Browna, ten film to dopracowany w każdym technicznym szczególiku majstersztyk. Piękna wizualnie jest scenografia. Wspaniałe są zdjęcia. A wszystkiego dopełnia rewelacyjna jak zawsze muzyka Hansa Zimmera.
I gdyby nie brak napięcia ten film byłby perfekcyjny. Ale tego ostatniego niestety zabrakło. Chyba za dużo naoglądaliśmy się już filmów o poszukiwaczach pradawnych znaków w czasie współczesnym aby tutaj ekscytować się kolejnym. Przecież i tak wiemy, że wszystko musi odpowiednio się skończyć, źli mają być ukarani a dziewczyna i bohater mają wyjść ze wszystkiego z podniesioną głową. Tak jak w poprzednich kilkuset filmach. We mnie cała historia nie wywołała jakichkolwiek emocji. Nie byłam w stanie ani przez chwilę czuć niepokoju co do losu bohaterów, z żadnym nie dałam rady się utożsamić. I na moje stanowisko nie wpłynęło uprzednie przeczytanie książki, towarzyszący mi przyjaciel podzielił moje zdanie, książki Browna zaś czytać nie chciał. To dość poważna wada filmu. Bo jeśli nie będziemy mieli napięcia w filmie akcji to co pozostaje? Jedynie piękny wizualnie obraz, dość statyczny i obojętny w odbiorze. A to, Szanowni Państwo znacznie za mało.