True Blood
Małgorzata Doboszyńska
Opowieści o wampirach stanowią już w filmach całkiem osobny gatunek. Mieliśmy już wampiry złe i dobre, pokojowo egzystujące w ludzkim społeczeństwie czy też planujące obalić ludzkość. Ostatnio najbardziej popularne są wampirze nastolatki, na co dzień wyrzekające się krwawej strawy. Jakiekolwiek by nie były, wampiry są chyba zawsze gwarancją kinowej widowni i zwrotu poniesionych na produkcję kosztów. Tak więc pojawienie się kolejnego filmu o wampirach możemy potraktować jako sprawę codzienną.
Tym razem mamy do czynienia z wampirzym serialem telewizyjnym. True Blood, dowolnie tłumaczone jako czysta krew, to opowieść o świecie, gdzie wampiry zdecydowały się wyjść z ukrycia. Japończycy opracowali im syntetyczną krew, dzięki której nie ma już potrzeby aby atakowały i zjadały ludzi. Wampiry próbują integrować się ze społeczeństwem, występują w telewizji, ba ubiegają się nawet o stanowiska publiczne w wyborach. Ludzie jednak niespecjalnie chcą pokojowo koegzystować z nową rasą. Chodzi plotka, że pijąc wampirzą krew ludzie zyskują nadludzką siłę i zdrowie. Dlatego też wampiry stają się niejednokrotnym celem napadów, co raczej nie sprzyja zawarciu przyjaźni. I w takim właśnie środowisku musi odnaleźć się Sookie (Anna Paquin), która jest w stanie słyszeć myśli innych ludzi. Nie słyszy jednak wampirów, co mimowolnie czyni je atrakcyjnymi. A jeden z nich zdaje się być wyjątkową kelnerką szczególnie zainteresowany...
I tyle właśnie wyciągnęłam obejrzawszy samego pilota serialu. Niecała godzina była w stanie zainteresować mnie na tyle, że nie mogę doczekać się okazji na obejrzenie kolejnych odcinków. Już sama Anna Paquin gra Sookie w tak przekonujący i uroczy sposób, że sama w sobie stanowi argument za obejrzeniem serialu. Od czasu kiedy mała dziewczynka odbierała Oskara za Fortepian upłynęło wiele lat, jednak Anna nie przestała się rozwijać. Z dopracowanym do perfekcji południowym akcentem Anna niemalże staje się Sookie - zmęczoną swoim nietypowym talentem i zafascynowaną nową rasą prowincjonalną dziewczynę.
Jak na serial telewizyjny, w True Blood, przynajmniej na razie nie widać specjalnych ograniczeń budżetowych. Ciemne lasy zdają się być prawdziwe, tak samo, tzw. amerykańska prowincja, tak bardzo uwielbiana chociażby przez Stephena Kinga. No i oczywiście pozostają wampiry. Na szczęście nie wszystkie są oszałamiająco piękne, chociaż ten, którego spotyka Sookie należy raczej do bardzo przystojnych. Wszystko jest ładne, przyjemne dla oka, sama akcja wciąga, pozostawia niedosyt. Na tyle duży, że po kolejne odcinki serialu sięgnę z przyjemnością. I to bardzo niedługo.