Adrenalina 2. Pod napięciem
Marcin Hęclik
Jason Statham powraca w roli Cheva Cheliosa. Oczywiście znowu ma problemy. Ale silny jest, a jakże. Bez znaczenie dla jego kondycji jest fakt, że w pierwszej części spadł z naprawdę wysoka z helikoptera, o czym świadczy to, że w drodze na dół zdążył nawet zadzwonić do swojej dziewczyny. Druga część zaczyna się od... zabrania mu serca!
Tak, tak. Serca. Otóż po wspomnianym "swobodnym opadaniu" zakończonym nagłym zatrzymaniem na środku miejskiej ulicy Chev żyje (czegóż to adrenalina nie robi z człowiekiem). Ale jego organy przeznaczone zostają do przeszczepu. Serce pożycza sobie więc jakuza. A nasz bohater z wszczepioną szuczną pompką (przypominającą swoją wielkością serce conajmniej krowy, która nie wiadomo jak się zmieściła w jego klatce piersiowej) biega po mieście szukając tego prawdziwego nie zważając na środki. A że sztuczne serce potrzebuje baterii to Chev musi się co chwilkę podładowywać! I trzeba uwierzyć na słowo, że chyba wyczerpał wszystkie sposoby na jakie człowiek może się porazić prądem poza... wetknięciem sobie kabla sami wiecie gdzie.
Jeżeli sama fabuła jest dziwna to opakowanie jej w niespotykaną wręcz brutalność (pod tym względem przebija część pierwszą, chociaż wydaje się to trudnym zadaniem) spowoduje u większości osób niesmak. Bo poza powielaniem zachowań bohatera z części pierwszej (włącznie z seksem ze swoją narzeczoną w miejscu publiczym) nie ma tutaj dosłownie nic do oglądania. Absolutna klasa D filmów akcji. Efekty specjalne o ile były w planie to zabrakło na nie chyba pieniędzy i zlecono je przedszkolakowi. Humor jaki twórcy próbują przemycać nam w czasie akcji budzi raczej zażenowanie niż uśmiech na twarzy. I chociaż na pewno znajdą się tacy, którym film przypadnie do gustu, ja mówię zdecydowanie nie! Strata czasu! A na nieszczęście film kończy się "furtką" do części trzeciej. Aż strach pomyśleć...