17 again
Marta Czabała
Kino dla potrzebujących przyzwoitej, nawet jeśli dość rutynowej rozrywki. Poszłam bez przymusu, obejrzałam bez obrazy. Ba, nawet z przyjemnością. I przyznaję szczerze, że ten film dla wielbiących Zaca Efrona nastolatek i mnie przypadł do gustu. Wyszłam całkowicie usatysfakcjonowana.
U progu czterdziestego roku życia, Mike O'Donnell przeżywa głębokie rozczarowanie życiem. Raczej nieciekawym. Żona wystawiła mu walizki za drzwi, dzieci nie chcą mieć z ojcem nic wspólnego. On sam zresztą niewiele wie o ich codziennych problemach. Skupiony na swoich pretensjach do świata, Mike przekonany jest, że jego życie mogłoby być zupełnie inne, gdyby tylko po liceum poszedł na studia zamiast angażować się w życie rodzinne. I pewnego dnia przyjdzie mu tą teorię przetestować. Oto w wyniku niecodziennego spotkania okazuje się ponownie być 17latkiem. To jego szansa aby naprawić to, co w jego mniemaniu zostało nieodwracalnie zepsute.
Na pokazie filmu byłam z pewnością w najwyższym przedziale wiekowym. Bez wątpienia dało się to zauważyć, w "ponastoletnim" okresie przestają śmieszyć dowcipy z rodzaju "coś spadło na czyjąś głowę". Cóż prawo wieku. Przyznam jednak, że - nawet odejmując cały ten niewybredny humor - film ogląda się bardzo dobrze. I niejednokrotnie zdarza się okazja do uśmiechu.
Chociażby dlatego, że sama mam jeszcze w swojej pamięci obrazy z lat 80tych, lat które złożyły się na moje bardzo wczesne dzieciństwo. Pamiętam dość krzykliwy sposób ubierania, modne na każdym podwórku świetliste lycry i obowiązkową dla każdej modnej kobiety trwałą. Osobiście tapirowałam sobie włosy. I być może dlatego z przyjemnością patrzyłam na zderzenie (dla mnie już nieco obcej) współczesnej kultury nastolatków z tą obecną w młodych subkulturach jeszcze tak niedawno. Wszystko jest szalenie przyjemne wizualnie nawet jeśli całość opakowana jest w disnejowską, lekko mdłą w nachalnie podawanych morałach historyjkę. Oczywistym przesłaniem tej jest zrozumienie i docenienie obecnych w naszym życiu wartości, co podkreślane jest w każdej niemalże scenie. Jeśli by jednak ująć nachalnie serwowane mądrości i uślicznionego do obrzydzenia (jak zawsze zresztą), chociaż tutaj całkiem zjadliwego Zaca Efrona, pozostanie wtedy w miarę przyzwoita komedia o marzących o dorosłości nastolatkach i dorosłych, którzy znów chcieliby być młodzi ale jednak za nic w świecie nie chcieliby powtarzać szkoły średniej. "Witamy na dole łańcucha pokarmowego" mówi do Mike'a jego przyjaciel Ned, kiedy ten, zachwycony ponowną młodością stawia się w szkole.
Ja osobiście bardzo się cieszę, że liceum jest dla mnie już tylko wspomnieniem.