Kochanice Króla
Ania Nowak
Bardzo przyzwoity kawałek kina. Aktorsko świetny, w reżyserii i scenariuszu też pozostaje na niezmiernie wysokim poziomie. Wielkie brawa dla Natalie Portman i Scarlett Johannson za wielkie kreacje aktorskie. Naprawdę przyzwoity film historyczny. Miejscami kompletnie bez zarzutu.
O tym filmie było głośno na długo przed premierą. Głównie zresztą za sprawą aktorów. Mało który film zbiera w obsadzie tyle sławnych nazwisk. Tutaj główne role żeńskie wzięły na siebie Natalie Portman i Scarlett Johansson, jedne z najbardziej gorętszych nazwisk dzisiejszej listy aktorek. Kiedy jeszcze główną rolę męską zagra Eric Bana a w obsadzie drugoplanowej znajdziemy takie nazwiska jak Kristin Scott Thomas, można a nawet trzeba mówić już o filmie który trzeba zobaczyć.
To w zasadzie film o intrygach dworskich, protokole, etykiecie a jednocześnie przebiegłości ludzkiej i braku moralności. Wszystko umiejscowione w 16 wiecznej Anglii, w kontekście mniej więcej historycznym. Dwie siostry Boleyn, Maria i Anna zostają niejako podstawione królowi Henrykowi VIII, gdy ten - zniechęcony brakiem syna z Katarzyną Aragońską - szuka pocieszenia w ramionach młodych kobiet. Jako iż bycie nałożnicami królewskimi to podobno sama chluba, dziewczyny mogą i mają za zadanie zapewnić rodowi Boleyn dostatnie życie z przywilejami króla. Problemy zaczynają się jednak wtedy, kiedy jedna w królu zakochuje się szczerą miłością, druga zaś żąda znacznie więcej niż tylko miejsca w królewskim łożu.
Film raczej mało znanego Justina Chadwicka to przede wszystkim aktorstwo. Świetne i na niezmiernie wysokim poziomie. Wszystkich bez wyjątku. Z pojedynku Johansson - Portman zwycięsko zdecydowanie wychodzi ta pierwsza. Z całą moją miłością do talentu pięknej Natalie - tutaj jest po prostu zbyt manieryczna i przerysowana. Być może winę można zwalić na scenariusz i przydzielone role, fakt jednak pozostaje, iż to stateczna i raczej mało emocjonalna Johansson bardziej przykuwa naszą uwagę.
Prawdą pozostaje też, że na pojedynku dwóch aktorek najgorzej wychodzi Eric Bana, który - sam aktorem przyzwoitym będąc - ginie w talencie dwóch kobiet. Stłamszony przez ich role wychodzi lekko mdło i mało ciekawie. Szkoda, bo aktorsko ma znacznie większy potencjał niż to co pokazał. Obsada drugoplanowa za to zachwyca i iskrzy. Nazwisk wymieniać próżno bo trzeba by przytoczyć całą obsadę. No może pozwolę sobie na małe pochwały pod adresem Kristin Scott Thomas, czy Marka Rylanca.
Kochanice Króla to jeden z tych filmów gdzie każdy szczegół jest do cna wprost dopracowany. Piękne i nieopatrzone są stroje, subtelny jest wystrój wnętrze. Poszczególne elementy mogą zachwycać. Mimo niemalże dwóch godzin film ogląda się szybko i z dużym zaciekawieniem. Dziękując jednocześnie, że przyszło nam żyć w bardziej nowoczesnych czasach.