Viva la France!
Małgorzata Kobus
Jak zawsze po urlopie, czuję się świetnie - wypoczęta, opalona, uśmiechnięta i pełna energii. Tym razem jest jeszcze lepiej, gdyż po raz pierwszy odwiedziłam Francję i to jej najpiękniejszą chyba część, czyli Provence-Alpes-Côte d'Azur, położoną na południu nad Morzem Śródziemnym.
Piękne miejsca i klimat zachwycały mnie od zawsze, ale Riwiera Francuska wręcz mnie uwiodła. Znajomy Holender ostrzegał mnie, że zakocham się w tym regionie i nie będę chcieć wracać i tak też było. Bo Lazurowe Wybrzeże oczarowuje swoim śródziemnomorskim klimatem i dzieje się to prawie tak samo dyskretnie jak piękni beach boys oczarowują sędziwe panie z uśmiechem rozkładając nad nimi parasole i donosząc kolejny kir royal.
Pobyt we Francji z przyjemnością chłonęłam każdym z pięciu zmysłów. Mój wzrok z uwielbieniem kontemplował piękny widok lazurowej aż po horyzont wody, z lekko falującymi na niej eleganckimi jachtami. W Cannes dochodził do tego dyskretny luksus, na który natknąć się można w każdej uliczce, a szczególnie przy Boulevard De La Croisette, gdzie mieści się ekskluzywny hotel Carlton InterContinental oraz maleńkie butiki najlepszych światowych projektantów mody.
Jadąc zaś w głąb lądu, acz niezbyt daleko, zachwycały alpejskie wzniesienia, a wśród nich malowniczo położone miasteczka takie jak Grasse, czy St. Paul. Grasse słynie z przemysłu perfumeryjnego i jest francuskim oraz światowym producentem naturalnych aromatów. I to właśnie tu p o c z u ł a m zapach prawdziwej Francji, która od zawsze kojarzyła mi się z elegancją i luksusem. St. Paul to z kolei miasteczko artystów, z mnóstwem galerii, w których można kupić obrazy, rzeźby i drobne pamiątki regionalne. Okolice miasteczka to również prawdziwa Prowansja - z niekończącymi się polami lawendy, której zapach otula okolicę.
Zawsze jednak najprzyjemniejszy był dla mnie d o t y k wody; moment oswajania się z jej chłodem i łagodnymi falami. A potem morze uwodziło, kołysało i sprawiało, że nie chce się z niego wychodzić. A gdy już wyszłam z wody, od razu "wpadałam" w gorące objęcia słońca, którego promienie z intensywną delikatnością mnie otulały. Tak samo przyjemne było wsłuchiwanie się w szum morskich fal...
...choć prawdziwą rozkoszą było po prostu s ł u c h a n i e Francuzów. Ich język jest niczym muzyka dla naszych słowiańskich uszu. Lekko zadziorne i bardzo seksowne "r" powodowało, że godzinami mogłam słuchać czy to nudnych rozmów między plażowiczami, czy zwykłych wiadomości w telewizji. Nawet relacje z meczów piłkarskich (Mistrzostwa Europy!) brzmiały bardzo śpiewnie i nie drażniły. Francuzi są bardzo mili i otwarci i każdego witają wesołym Bonjour, ca va? i trudno było nie odpowiadać inaczej niż równie uprzejmym Je vais bien, merci.
Do tego dochodzą jeszcze s m a k i Francji, a jak wiadomo kraj ten słynie z najlepszej kuchni na świecie. Tak więc dopełnieniem mojego pobytu było rozkoszowanie się pysznymi fruits de mer, risotto z truflami, czy różnego rodzaju serami - w szczególności moim ulubionym kozim. Oczywiście całość zawsze była urozmaicona przepysznym różowym lub białym winem, bez którego żaden chyba Francuz nie siada do stołu.
Na koniec muszę podkreślić, że cały pobyt, mimo tych wszystkich wspaniałych doznań, nie byłby tak udany, gdyby nie znakomite towarzystwo mojej londyńskiej przyjaciółki. I z pewnością po tych wakacjach obie możemy - w ślad za prezydentem Nicolasem Sarkozy'm - podpisać się pod słowami Viva la France!