Martwa Rzeka
Małgorzata Doboszyńska
Bardzo dobra choć nisko budżetowa opowieść z pogranicza thrillera i horroru. Niezła gra aktorska, nie naciągane efekty i parę momentów autentycznej grozy czynią z Martwej Rzeki majstersztyk w swoim gatunku. Ci, którzy lubią się w kinie bać będą zachwyceni. Widzowie szukający literackiej głębi niech lepiej idą na coś innego.
Podobno historia prawdziwa. Bez wątpienia mocna i miejscami prawdziwie przerażająca. Chociaż prosta. Oto dwie siostry wraz z mężem jednej z nich wybierają się na urlop, częścią którego ma być wycieczka po dzikiej australijskiej rzece. Zabrani przez okolicznego przewodnika wypływają na wodę małą łódką, która niedługo potem jest brutalnie wywrócona przez gigantycznego i niezmiernie morderczego krokodyla. Ci, którym udaje się przeżyć pierwszy atak szukają schronienia na wyrastających z wody drzewach i stamtąd obmyślają plan możliwej ucieczki.
I tyle jeśli o treść chodzi. Ktokolwiek oglądał filmy z gatunku "gigantyczny ssak/płaz/gad" zabija wkraczających na jego terytorium ludzi wie dokładnie czego po tym filmie można się spodziewać. I wszystko co w tym gatunku najlepsze w Martwej Rzece będzie. Żadnego kiczu, jedynie szybkie, sprawne kino. Na szczęście dla nas tego filmu nie zrobili komputerowo rozpasani Amerykanie a przyzwoici w tym gatunku Australijczycy, którzy realizm efektów postawili jako jeden z koniecznych elementów swojej produkcji. Dlatego też lokalizacja nie wygląda jak basen a krokodyl jak sterowany pilotem gadżet. Reżyserzy całości David Nerlich i Andrew Traucki dokonali zabiegu dostępnego niewielu, wykrzesawszy z najprostszych scen momenty autentycznej grozy. Wystarczy spokojnie wynurzający się na drodze bohaterki krokodyl a już zamykamy oczy ze strachu. Prosto a jakże efektownie.
Duża w tym oczywiście zasługa aktorów, świeżych i powszechnych filmowo, zdolnych zagrać całą gamę emocji. Wielkie brawa dla odtwórczyń głównych ról Maeve Dermody i Diany Glenn, które nie potrzebowały wysoko budżetowego filmu i wielkich efektów aby zagrać naprawdę dobre role. Kreacji oskarowych z tego nie będzie, ale czy wszystkie role muszą być naprawdę na miarę wielkich amerykańskich mega dramatów? Ja na Martwej Rzece dostałam znacznie więcej niż sama oczekiwałam a więc strach momentami graniczący z przerażeniem. Zamykałam oczy, przyznaję się bez bicia. Niejednokrotnie zamykałam. Od takiego filmu naprawdę nie można wymagać więcej. Majstersztyk w swoim gatunku.