Jim Hines "Zadanie Goblina"
Marta Czabała
Dawno o żadnej książce nie zmieniłam tak zdania. Po nieciekawych kilku stronach i przepełnionych okrucieństwem oposów dostajemy bardzo przyzwoitą powieść fantasy, zawierająca niemalże wszystkie elementy jakie wymaga ten gatunek. Trochę to przypomina inne klasyki tego gatunku jednak jako całość trzyma się całkiem nieźle. Miejscami nawet bardzo dobrze.
Wydawnictwo: Fabryka Słów , Kwiecień 2008
Seria: Obca krew
ISBN: 978-83-60505-95-3
Liczba stron: 432
Wymiary: 125 x 195 mm
Gobliny nie mają w literaturze pochlebnego miejsca. Kojarzone raczej z niezbyt rozgarniętymi, stojącymi po złej stronie istotami otrzymują w książkach i filmach role masowe, które zresztą są w licznych bitwach dziesiątkowane. Inaczej gobliny widać w książce Jima C. Hinesa. To właśnie tutaj poznajemy goblina Jiga, odstającego od reszty swojego gatunku. Jig nie czuje się dobrze w roli bezmyślnego wojownika, którego rolą jest ginąć w walce za wymyślone cele, jest też kiepski z zadań, które - jako poprawny goblin - ma wykonać. Dlatego też kiedy niechcący zostaje pojmany przez grupę złożoną z ludzi, krasnala i elfa, wcale z tego powodu nie cierpi. Zgadza się uczestniczyć w morderczej wyprawie w głąb jaskiń i nieznane czeluście, gdzie - zgodnie z legendą - czeka na znalazcę magiczna Laska Stworzenia, mająca dać niespotykaną.
W książkach fantasy niezmiernie cenię zwięzłe rozdziały i nie rozwleczoną akcję. Tolkien który w pewnym sensie wyznaczył klasyczne i niedoścignione wzorce gatunku był dla dzieci i młodzieży ciężkostrawny stylowo, bo rozległe opisy niejednego potrafiły nużyć. Chociaż wszystkie późniejsze powieści stoją niżej niż te mistrza, książka Hinesa jest produktem sprawnie podanym, dobrze skonstruowanym i dobrym podczas literackiego spożycia. Wszystko tutaj przedstawione jest zwięźle i odpowiednio przejrzyście, tak aby w całości odnalazł się nawet ten młodszy czytelnik. Nie zabraknie realistycznych opisów i barwnych dialogów, śmiesznie i strasznie jest dokładnie tam gdzie trzeba. To bardzo plastyczna książka, łatwa w wizualizacji, dobra zresztą do filmowej adaptacji. Mam wrażenie, że mógłby z niej powstać całkiem niezły film.
Oczywiście wszystko to już kiedyś było. Zadanie Goblina trochę przypomina tolkienowskie zejście drużyny pierścienia do Morii, bo też klimaty są podobne i różnorodność istot jednoznacznie się kojarzy. Jest podobnie, tylko czy to coś złego? Mieliśmy już niemalże tysiąc dobrych powieści fantasy. Nic nie zaszkodzi jeśli będziemy mieli 1001.