Dwa dni w Paryżu
Marta Czabała
Niezmiernie udany debiut reżyserski Julie Delpy. Traktat o związkach i różnicach kulturowych, barierach językowych i tych między pokoleniami. Świetny scenariusz i jeszcze lepsza reżyseria. Niemniej jednak wyłącznie dla widzów dorosłych i to raczej dla takich, którzy choć raz byli w tzw. długoterminowym związku.
Jack (Adam Goldberg) i Marion są razem od dwóch lat. Odbywają właśnie romantyczną podróż do Wenecji, w drodze powrotnej postanawiają zatrzymać się w rodzinnym mieście Marion, Paryżu. Tam gdzie ona poczuje się jak ryba w wodzie, on będzie musiał zderzyć się ze stereotypami, barierami kulturowymi i językowymi, kryzysem we własnym związku i niespotykanymi refleksjami dotyczącymi bycia z drugim człowiekiem.
Piekielnie inteligentny film z piekielnie inteligentnym scenariuszem. Brawa dla Delpy, bo pokazała się od fenomenalnej strony. Tylu ciekawych spostrzeżeń i celnych podsumowań nie było w filmie dawno. Niesłusznie opatrzony etykietą komedii, Dwa dni w Paryżu jest filmem raczej obyczajowym z elementami komedii, świetnie zagranym i najeżonym arcyciekawymi ripostami. Mamy w tym filmie wszystko, stereotypy, różnice kulturowe i przezabawne spostrzeżenia. Francuzi są jak wiadomo wdzięcznym tematem do analizowania, a ich dodatkowe zacięcie na Amerykanów daje dodatkowe pole do popisu. Na szczęście nic z tego nie jest przesadzone, a raczej podane w wyjątkowo smaczny sposób. Oby więcej takich filmów.
Dodatkowo wszystko zagrane jest wyjątkowo dobrze. Nie jestem miłośniczką Julie Delpy ale - z bardzo podszkolonym akcentem i zmienioną aparycją - jest tutaj wyjątkowo dobra. Zdecydowanie najlepsza w tym filmie. Zdumiewającym odkryciem jest też dla mnie Adam Golberg. Z reguły mało rozwinięty filmowo i uczestniczący w mało ambitnych filmach, tutaj jest wyjątkowo dojrzały aktorsko. Sama przyjemność.
Przyjemnością jest też oglądanie takich filmów. Celnych, śmiesznych i ciepłych. Idealnych. Nie ma w tym filmie nic złego. A to dzisiaj w kinie rzadkość.