Seks w wielkim mieście
Marta Czabała
Banalna aczkolwiek zjadliwa kinowa wersja ukochanego przez Amerykanów serialu. Dwugodzinna rewia mody niezjadliwych ubrań i naprawdę mało ciekawych dowcipów. Można to obejrzeć, można nawet rozważyć wczucie się w losy bohaterek. Można ale specjalnej strawy kinowej z tego nie będzie.
W zasadzie każdy kto kiedykolwiek oglądał serial może bez problemu przewidzieć o czym będzie film. Ba, może to przewidzieć każdy kto serialu nawet nie oglądał. Dla wychowanych w znacznie innych niż te w filmowych warunkach widzach całość będzie jedynie kalejdoskopową przejażdżką po nierealnym i raczej nieciekawym świecie, przepełnionym product placement i niesamowicie niepraktycznymi ubraniami. Cóż, ale czy serial nie traktował dokładnie o tym samym?
Bez wątpienia, na dodatek jeszcze świetnie się sprzedał. Amerykanie pokochali wizję swojego kraju bez jakiejkolwiek recesji, gdzie na kolacje wydawało się setki dolarów a najpiękniejszym snem kobiety była duża szafa. Dla mnie osobiście przesadą jest stwierdzenie, iż Seks wyznaczał trendy w modzie, niemniej jednak na kolorowe obrazki można było popatrzeć.
I film niczym się w zasadzie od serialu nie różni. Bohaterki są jedynie starsze ale przy wspomaganiu kosmetycznym niewiele to widać. Carrie jest właśnie w trakcie formalizowania związku z Panem Bigiem. Miranda Hobbes przeżywa prawdziwie kryzysową sytuację w małżeństwie. Charlotte York układa sobie wymarzoną rodzinę. A Samantha prowadzi upojne życie w Los Angeles u boku Jerrego. Wszystkie zaś spotkają się kiedy to jedna przeżywać będzie kryzys emocjonalny spowodowany jakżeby nie... mężczyzną.
Jeśliby zabrać z tego filmu stroje, kolorowe obrazki wielkomiejskiego Nowego Jorku nie zostałoby w zasadzie nic wartego oglądania. Sama historia nie dość, że nierealna to jeszcze tą nierealnością irytuje. Bohaterki zdają się być jedynie karykaturą problemów codziennych kobiet, przerysowaną i niespecjalnie do pozazdroszczenia. Ze wszystkich nich najbardziej ciekawa i prawdziwa wydaje się Miranda, jako jedyna przypominająca prawdziwą i codzienną kobietę.
Jeśliby więc popatrzeć by na ten film jako na satyrę czy karykaturę, można by się doszukać kilku ciekawych tekstów i spostrzeżeń na dzisiejszy świat. Być może znajdziemy nawet kilka przyzwoitych podsumowań tzw. codziennej egzystencji. To tak trochę na siłę. W pozostałych 120 (ze 135) minut filmu pozostaje jedynie nieciekawa historia i na siłę pokazywane produkty. Takie jakich nigdy nie kupimy. I jakich nawet nie chcielibyśmy kupić. Nawet z bardzo zasilonym kontem.