Wanted
Marta Czabała
Niektórym filmom nie pomoże już nawet urokliwa Angelina Jolie. Jeśli nie ma absolutnie żadnego scenariusza, jeśli efekty specjalne są jedynie kopią poprzednich filmów a całość jest na dodatek fatalnie zagrana - nie ma absolutnie powodów aby pojawiać się w kinie. Tutaj tych powodów nie ma wyjątkowo.
Było, było, było! Tajna organizacja ludzi z oryginalnymi zdolnościami (zaginanie lotu kuli) wypełnia zadania dużego krosna (dosłownie a nie w przenośni) i likwiduje ostatecznie kolejne osoby. Pech chce, że jeden z członków odchodzi z Bractwa z hukiem i konsekwentnie wymordowuje pozostałych. Bractwo postanawia więc powołać syna jednego z zabitych aby ten rozprawił się z morderca swojego ojca. Nasz nowy uczeń jest (a jakże) życiowym wykidajło, który, jak na zbawienie czeka na zmianę swojego losu. I ten oczywiście polepszy się znacznie, kiedy tylko ruszy jego szkolenie.
Wszystko w tym filmie jest ściągnięte z innych. Historia jest jedynie powieleniem tego co było już w setkach poprzednich, na dodatek pozostaje jedynie marnym odzwierciedleniem swoich poprzedników. Efekty specjalne są niemalże żywcem ściągnięte z trylogii braci Wachowskich, na dodatek tutaj wyglądają jedynie jak naprawdę marna kopia. Sama historia jest szalenie i niepoprawnie powtarzalna. Przeciętny kinoman może wyrecytować ją z pamięci. Kolejny życiowy wykidajło odkrywa swoje przeznaczenie w raczej tajemniczych i krwawych okolicznościach. Na dodatek dość jasno uświadamia nam iż nasze życia są beznadziejne i bezproduktywne. Dosłownie, zwracając się w naszą stronę. Żenada. Nie pomaga nic fakt, iż owym gentelmanem jest James McAvoy, śliczny i w miarę utalentowany. Tutaj zirytował mnie niemiłosiernie, mimo iż wykonywał jedynie polecenia kretyńskiego scenariusza nieudolnych twórców. Tak samo zresztą jak Morgan Freeman, którego obecność w tym filmie jest chyba najstraszniejszą pomyłką.
Mimochodem usłyszałam dzisiaj zdanie koleżanki po fachu, iż producenci Wanted, odkrywszy iż scenariusz w ich ręku jest wyjątkowo kiepski, postanowili wzbogacić film Angeliną Jolie, dopisując dosłownie 10 zdań do scenariusza. Jolie, tutaj znacznie poniżej swoich możliwości, na pewno przyciągnie do kin przynajmniej część męskiej publiczności. Być może pomoże to choć trochę na straty finansowe. Na recenzje na pewno niewiele. Potrzeba byłoby przynajmniej jednego, chociażby najmniejszego elementu świeżości i oryginału. Tutaj niestety czegokolwiek takiego brakuje.