Zdarzenie
Marta Czabała
To nie jest najlepszy film Shymalana, zdecydowanie nie jest jednak jego filmem najgorszym. Przyjemna dla wielbicieli gatunku historia, kilka scen pełnych prawdziwego filmowego napięcia, wszystko zaś podane wartko i przyjemnie dla oka. Na dodatek nie przesadzone aktorsko. Shymalan na bardzo, bardzo przyzwoitym poziomie.
Niezależnie od naszych osobistych doświadczeń z jego filmami M. Night Shymalan zdążył już sobie w Hollywood wyrobić specyficzną markę. Wraz z Szóstym Zmysłem zaczął przecież z poziomu wyższego niż wysoki, aby później popełniać mniejsze lub większe błędy, niektóre prawdziwie niezjadliwe dla oka. Jego poprzedni film Kobieta z błękitnej wody była - przynajmniej dla mnie - piramidalnym nieporozumieniem, niezrozumiałym dla tych którzy pamiętają lepsze filmy reżysera. Na szczęście tym najnowszym filmem Shymalan skutecznie przywrócił mi wiarę w jego reżyserskie możliwości.
Zdarzenie to raczej krótka (90 min) opowieść o tym, do czego zdolne są tzw. podległe nam gatunki, kiedy już mają nas serdecznie dosyć. A już początek jest mocny. Na skutek nieokreślonego ataku ludzie w dużych miastach zaczynają nagle masowo popełniać samobójstwa. Ci, którym udaje się uciec z metropolii gromadzą się w mniejszych grupach i próbują przetrwać. Wśród nich jest małżeństwo Elliot (Wahlberg) i Alma, którym - jako nielicznym - udaje się przeżyć na prowincji.
Shymalan znany jest z tego, ze potrafi bezbłędnie budować napięcie. Do tego całkowicie bezkrwawo. Tego właśnie zabrakło mi w jego poprzednim filmie, i dokładnie to dostałam w najnowszym. Mamy tutaj kilka naprawdę mocnych scen, gdzie zamykamy oczy mimo iż na samym ekranie naprawdę niewiele się dzieje. Całość jest świetnie zmontowana, tak aby historia ani przez chwilę nie straciła tempa. Mała, jak na hollywoodzkie produkcje liczba aktorów wyśmienicie wywiązuje się ze swoich ról. Nie jestem fanką Wahlberga, ale przyznać muszę, że już dawno należało nazwać go aktorem bardzo dobrym. Osobiście niezmiernie podobała mi się też Zooey Deschanel w roli Almy, świeża i jeszcze nieopatrzona przez hollywoodzkie produkcje. Przyjemnie ogląda się zresztą wszystkich, nawet tych drugoplanowych aktorów, bo dobrani są wyjątkowo spójnie i ciekawie.
Być może można mieć Shymalanowi za złe, że swoją historię uprościł i nie zaskoczył nas tym grand finale, znanym z niektórych swoich filmów. Może. Nie wszystkie jednak filmy mogą być Szóstym Zmysłem i nie wszystkie mogą powalić nas na filmowe kolana. Ten każe nam co najmniej pochylić z szacunkiem głowy. Zdarzenie to niezmiernie przyzwoity, świetnie zbudowany kawałek kina, bardzo dobrze zagrany. Na dodatek miejscami naprawdę straszny, dokładnie tak jak powinien. Wyszłam z kina całkowicie usatysfakcjonowana.