Niemcy biją Rokitę a wyborcy PO Cugier - Kotkę
Aneta Robertson
"Anna Cugier - Kotka do Tańca z Gwiazdami" takie oto stwierdzenie przeczytałam ostatnio na jednej ze stron internetowych. Pani Cugier - Kotka niemalże w 5 minut osiągnęła to, co marzy się chyba każdej tzw. zawodowej aktorce. Była i bywa na okładkach niemalże każdego szmatławca w kraju. Ba, była też tematem niejednego felietonu w poważnych tygodnikach i dziennikach. Szkoda tylko, że nie za sprawą swoich aktorskich zdolności. Niestety wszystko za sprawą swojego zaangażowania politycznego.
Kiedy podczas kampanii parlamentarnej aktorka wystąpiła w spocie Platformy Obywatelskiej nikt chyba nie zwrócił na nią specjalnej uwagi. Tak jak zresztą na sam spot bo te traktujemy już chyba jako nieodzowny ale niespecjalnie ciekawy element kampanii. Kiedy podczas następnych wyborów, tym razem do Parlamentu Europejskiego PiS skorzystał z Cugier - Kotki jako swojej "sekretnej broni" z PO, wtedy zaczęło być głośno. Jedni śmiali się z rangi jaką media nadały sprawie, inni jeszcze zastanawiali się jak dużo pieniędzy musiał Prezes Kaczyński zapłacić aktorce. A Cugier - Kotka brylowała na medialnych salonach, wygłaszała polityczne elaboraty, udawała zaangażowanie.
Ale i ona przeholowała. Kilka dni po wyborach, być może aby podtrzymać zainteresowanie jakie wywoływała jeszcze tydzień wcześniej, nasza bohaterka stanęła przed kamerami i oświadczyła wszem i wobec, że oto została pobita. Sprawca/Sprawcy mieli podczas popełniania czynu rzucać pod jej adresem epitety nawiązujące do jej udziału w kampanii wyborczej. I cyrk medialny rozpoczął się na nowo, trochę tylko za szybko, bo nasza gwiazda nie dała rady dopracować wszystkich szczegółów.
Kiedy Prezes Kaczyński wyrażał ubolewanie nad tym, że wyborcy PO biją biedną aktorkę, ona smutnie kiwała głową. Zgodziła się natychmiast kiedy Brat Mniejszy zaoferował opłacenie ochroniarzy, mających chronić ją dnie i noce. Występowała w każdych wiadomościach, każdej audycji, każdym programie publicystycznym. I niemalże wszędzie opowiadała inną historię.
Doniesienia na policji nie złożyła nawet udzielając wywiadów pod budynkiem komendy. Była podobno zmęczona. Kiedy służby poszły ofiarnie do jej domu (z własnej, nieprzymuszonej woli na pewno) tam też była zmęczona. Kiedy prasa zaczęła się naśmiewać z głupiej i wymyślonej naprędce historii, wytykając Cugier - Kotce błędy, ta odważnie złożyła doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Ba, załączyła podobno nawet obdukcję jakoby miała na ciele siniaki. Nie pamiętała jak wyglądają sprawcy, ale - dwa wywiady później - opowiadała, że mieli twarz wykształcone. Polska się śmiała. Dziennikarze też nie wytrzymywali. Na okładkach gazet pojawiały się satyryczne rysunki pokazujący jak Cugier - Kotkę bije sam premier. Kto wie jak będzie, jeśli kobieta dalej będzie brnąć w tą farsę.
Na razie jednak spokój. Zobaczymy. Dobrym posunięciem byłoby zniknięcie z medialnej powierzchni ziemi i przeczekanie. Anna Cugier - Kotka chyba na długo pozostanie symbolem uprzedmiotowienia człowieka w imię politycznej walki z wiatrakami. Ma jednak szansę zakończyć wszystko z godnością i zostawić sobie jeszcze jakiekolwiek szanse na medialną i zawodową egzystencję. Wstyd Panie Prezesie. Bo nawet jeśli się zgodziła, nie wypada tak kobiety traktować.