Wybory
Małgorzata Kobus
Jakiś czas temu przeczytałam, że wspaniała aktorka, Irena Kwiatkowska, jest wielką przeciwniczką trzymania pamiątek. Dlaczego?
- Łatwiej się pilnować, żeby nie żyć przeszłością. Wielu ludzi tylko pozornie żyje tu i teraz, w rzeczywistości są mieszkańcami odległych czasów. Jedni żyją pięć lat temu, inni dwadzieścia albo nawet pięćdziesiąt. Rozpamiętują: "Szkoda, że nie wyjechałem do Ameryki ... Chociaż może jednak lepiej, że zostałem ... Ale z drugiej strony, gdybym wyjechał, byłbym bogaty". Albo: "Taki byłem wtedy piękny i młody, nie to co teraz". I tak w kółko./ - To złe?/ - Złe. Człowiek jest wtedy tak zajęty rozpamiętywaniem, że teraźniejszość przechodzi mu koło nosa./ - Wielu ludzi żałuję swoich wyborów życiowych./ - Dzisiaj na obiad było do wyboru: ryba albo kotlet. Wybrałam rybę. I zamiast zajadać ją ze smakiem, siedzę nad talerzem i płaczę, że może jednak kotlet byłby smaczniejszy. Bez sensu. Wybór zawsze wiąże się z utratą rzeczy, której nie wybraliśmy. Ale jeśli zaczynamy po niej rozpaczać, to nie mamy czasu dobrze zająć się tym, co wybraliśmy. Ani nie zjemy kotleta, ani nie nacieszymy się smakiem ryby. Żeby być szczęśliwym, trzeba kurczowo trzymać się teraźniejszości. *
Każdy z nas nie raz pewnie zastanawiał się jakby wyglądało jego życie, gdyby wybrał inaczej; gdyby zrobił/nie zrobił tę czy inną rzecz, gdyby powiedział/nie powiedział o czymś istotnym. Najważniejsze jednak, to skupić się na tym, co tu i teraz, a nie rozdrapywać rany przeszłości i zatracać się w niepewnym gdybaniu. Malowana palcem na wodzie przyszłość też nie zaprowadzi nas daleko. Bo jeśli nie skoncentrujemy się na danej chwili, możemy ją łatwo przegapić, a to z kolei zaważyć może na przyszłym życiu.
Bywa też, że tak bardzo zatracamy się w wydarzeniach i emocjach - szczególnie, jeśli są one zupełnie nowe, atrakcyjne - że zapominamy o tym, co było i nie myślimy zupełnie o konsekwencjach naszej chwilowej "amnezji". Niestety często przebudzenie przychodzi zbyt późno, a wtedy trudno jest naprawić wyłom, jaki powstał w naszej zaniedbanej przeszłości. Także przyszłość traci swe jasne barwy i przestaje być tak wyraźna i pokrzepiająca, jako jawiła nam się dotychczas.
Co nam wtedy pozostaje? Żal, smutek, gorycz oraz mocne przekonanie, że gdybyśmy mogli cofnąć czas, postąpilibyśmy inaczej. Że oddalibyśmy wszystkie pieniądze, wygody i wolny czas za jedną tylko szansę naprawienia wszystkiego. Dobrze, gdy potrafimy wyciągnąć wnioski ze swojego postępowania, bo to nas uczy pokory i dystansu do pewnych rzeczy i daje nadzieję, że następnym razem "nie pójdziemy na całość". Źle natomiast jest, jeśli winą za nasze uczynki obarczamy cały świat i nie potrafimy przed sobą przyznać się do błędu. Bywa też, że wypieramy się wszystkiego właśnie przed samym sobą, używając świetnie znanej psychologom negacji, a na dodatek przyłapani na gorącym uczynku, kłamiemy jak z nut. Tylko, że te nuty brzmią nadzwyczaj fałszywie i nawet niewprawne ucho jest w stanie to wychwycić, a co dopiero ktoś bliski, pokrzywdzony.
Dlatego trzeba wpierw przed samym sobą się ukorzyć, przeprowadzić swoistą spowiedź, uderzyć się w pierś i wyznać: zawiniłem. Dopiero potem można przepraszać, starać się odbudować zaufanie, pokazać, że nam zależy. Jeśli nie będziemy w stanie być szczerym tu i teraz, to przeszłość będzie nas prześladować, a przyszłość przytłaczać, nie pozwalając żyć i cieszyć się chwilą. A przecież to chwile składają się na teraźniejszość, na to, co przeżywamy, czym się radujemy i co daje nam chęć życia.
Ważna też jest wiara w swoje możliwości oraz odpowiednio wysokie poczucie własnej wartości. A wtedy nic nie będzie nam straszne: ani to, co było, ani to, co jest, ani tym bardziej to, co będzie.
* Fragment wywiadu Grzegorza Sroczyńskiego z Ireną Kwiatkowską, Gazeta Wyborcza, 14-15 marca 2009 r.