Ferenc Mate
"Wzgórza Toskanii"
Małgorzata Doboszyńska
Czytając tę książkę najlepiej jest być mocno najedzonym. Jeśli do powieści podejdziemy z pustym żołądkiem, po lekturze bez wątpienia sięgniemy po frykasy niespecjalnie dobre dla dobrej figury. Książka Ferenca Mate to bowiem niezwykle plastyczna opowieść o życiu w Toskanii, życiu spokojnym, pięknym i niezwykle barwnym. No i oczywiście pełnym najlepszych włoskich dań i przysmaków.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka/Prószyński Media, Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7648-153-1
Liczba stron: 248
Wymiary: 142 x 202 mm
Cena: 24,00zł
Po kilkunastu latach przysłowiowego życia na walizkach, Ferenc i Candance postanawiają wreszcie osiąść w jednym miejscu. Wybór, trochę zresztą przypadkiem, pada na włoską Toskanię. Oboje zamykają swoje sprawy i przenoszą się do Włoch, gdzie dają sobie miesiąc na szukanie idealnego domu. Zanim go znajdą a także potem przyjdzie im spotkać się z nieznanymi wcześniej, niekiedy nietypowymi włoskimi zwyczajami, nieznanym językiem i dalekim od miastowego codziennym życiem. Wszystko stanie się zaś tematem do pięknej, niezmiernie barwnej powieści, o tym jak można bardzo daleko odnaleźć własny, zupełnie niepowtarzalny dom. I jak nowe życie może niespodziewanie okazać się znacznie lepsze niż poprzednie.
W zasadzie powieść to nieodpowiednie dla książki Mate określenie. Poszukujący wartkiej, stale zmieniającej się akcji mogą poczuć się zawiedzeni. Książka, to bardziej dokumentacja, dziennik tego co wydarzyło się autorowi i jego żonie w całkowicie dla nich obcym kulturowo kraju. Opisy Toskanii wciągają bez reszty, zarówno te dotyczące pięknej, nieporównywalnej do niczego przyrody jak i - znacznie dla całości ważniejsze - opisy miejscowego jedzenia. Takich historii nie znajdzie się w nawet najlepszej książce kucharskiej. Pełne podziwu dla Włochów zdolnych do tworzenia z jedzenia sztuki, znających przepisy na kulinarne cuda, nieznane nikomu spoza ich kręgu. Czego tu nie ma... Jest, dodawana do wszystkiego toskańska oliwa, wszechobecne jak nigdzie indziej trufle oraz funghi, jedzone na wszystkie możliwe sposoby i z nabożnością celebrowane.
Kultura jedzenia, wraz z opisami przyrody zdecydowanie dominują w całej książce. Mimo jej dość statycznego charakteru trudno jednak całości zarzucić nudę, wszystko opisane jest w sposób tak wciągający, że spokojnie mogłoby konkurować z niejedną powieścią sensacyjną jak i też komediową. Śmiałam się niemalże przez całą książkę. Tak mocno, że nie upłynie chyba dużo czasu zanim do toskańskiego dziennika Ferenca Mate z przyjemnością powrócę.
P.S. I już chyba wiem gdzie pojadę na wakacje...