Hugh Laurie
"Sprzedawca broni"
Marcin Hęclik
Thomas Lang to były żołnierz a obecnie trudniący się ochroną. Podczas jednego ze swoich zleceń otrzymuje w Amsterdamie od tajemniczego pana McCluskey propozycję zabicia człowieka za 100 000 dolarów. Jako, że nie jest to jego obszar zainteresowań Lang propozycję zdecydowanie odrzuca. Co więcej po powrocie do domu zamierza ostrzec potencjalną ofiarę przed grożącym jej niebezpieczeństwem. Jednak zamiast wyrazów wdzięczności (i być może potencjalnego zlecenia) zostaje wciągnięty w wir wydarzeń związany z międzynarodowym handlem bronią... a on sam ma zaś odegrać w tym wszystkim jedną z głównych ról.
Tytuł oryginału: The Gun Seller
Wydawnictwo: WAB, Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7414-640-1
Liczba stron: 416
Wymiary: 120 x 195 mm
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Cena: 34,90zł
CIA, MI6, spiski i te sprawy... Temat niby znany z wielu innych książek tego gatunku. Lecz głównym "magnesem" zachęcającym do lektury jest autor, czyli sławny na całym świecie odtwórca głównej roli w serialu "Doktor House" Hugh Laurie. Ciekawość czy z pisaniem radzi sobie równie dobrze jak z aktorstwem jest przeogromna.
Otóż nie radzi sobie proszę państwa. Laurie wybrał potwornie irytujący sposób narracji, poprzeplataną niesamowitą wprost ilością anegdot (jest ich niemalże tyle co opisów przyrody w Panu Tadeuszu) i wątków pobocznych. Może się to podobać, mnie jednak osobiście wydawało się to męczące. I chociaż uwagi i spostrzeżenia głównego bohatera są trafne co do sposobu funkcjonowania współczesnego świata, ich mnogość może utrudniać skupienie się na głównym wątku powieści. Daje się również zauważyć pewien wpływ dr. Housa w sposobie wysławiania się i stylu bycia głównego bohatera - ta ironia, sarkazm a czasami i gburowatość... Ma się wrażenie, że to wszystko już gdzieś było. Niestety także główny temat został potraktowany zbyt płytko. Zwroty akcji nie są zaskakujące i dobrze zakamuflowane przez wspomniane anegdotki, a rozwiązanie zaskakuje prostotą.
A to co zostaje niekoniecznie jest interesujące. Aż czasami ma się ochotę pominąć kilka stron. Generalnie wolałbym by Hugh Laurie skupił się na aktorstwie i muzyce a pisanie pozostawił innym. Generalnie bowiem książka zadowoli tylko największych fanów gatunku. Reszta będzie raczej zawiedziona.