Wall.E
Marcin Hęclik
Ziemia za kilkaset lat nie ma nic wspólnego z taką jaką ją znamy w dniu dzisiejszym. Jest kompletnie zaśmiecona i... opuszczona przez człowieka. A na niej pozostał już tylko jeden mały robocik, Wall.E z zadaniem posprzątania bałaganu jaki po sobie zostawiliśmy. I tak robi przez ponad 700 lat aż do pojawienia się "pięknej" nieznajomej, która wywraca jego świat do góry nogami...
Wall.E ma robotę niemałą do wykonania. Sprząta niemalże stajnię Augiasza. Zadanie co najmniej na wyrost dla jednego małego robocika, który przez większość dnia pakuje te sterty śmieci formując je w kształtne klocki. Niby nudne zadanie, ale Wall.E nie jest bynajmniej bezmyślną maszyną wykonującą tylko swoje zadanie. Otóż dla urozmaicenia sobie pracy ów bohater układa klocki złomu w kształty przypominające znane budynki. Przy okazji kolekcjonuje co ciekawsze przedmioty i zabiera je do swojego domu, gdzie dla rozrywki wieczorem ogląda musicale i marzy. Największą jego bolączką jest samotność... Tak, to robocik z duszą i charakterem.
Nie sposób się przy tym filmie nudzić. Nawet proste czynności, chociaż z natury nudne i monotonne, to wykonywane przez Wall.E nasączone są humorem. Sama akcja zdecydowanie przyspiesza w drugiej części filmu, gdy bohater leci w kosmos za swoją ukochaną Evą (!) i przy okazji spada na niego zadanie ratowania świata (!). Chłopak się napracuje ;-), bowiem w owym świecie przyszłości ludzie to bezmyślna masa. Praktycznie wszystkie czynności wykonują za nie roboty. O zgrozo nawet myślenie (!). Ludzie kompletnie zatracili wszystko to, co stanowiło o ich wyjątkowości. Tylko tyle powiedzieć można by nie zdradzić zbyt wiele.
Muszę przyznać, że nadanie płci robotom to może nie jakiś specjalnie oryginalny pomysł, ale tutaj udał się pierwszorzędnie. Związek dwóch robotów, on malutki, brudny, stary kontra ona nowoczesna, piękna, bielutka - scenka niczym z fabularnych romansideł. Co więcej Wall.E musi "przełamać lody", gdyż Eva jest nadwyraz "niedostępna", nieufna i skoncentrowana na zadaniu, którym jest odnaleźć ślady życia, które całkowicie zabiliśmy na ziemi. Czy mu się powiedzie... trzeba zobaczyć samemu. Samo przesłanie filmu jest jednoznaczne, jednak nie jest stawiane na pierwszym plane i jakimś cudem stanowi tło dla akcji. A twórcy filmu mieli przed sobą nie lada wyzwanie. Niczym w "Poza światem" ("Cast Away") z Tomem Hanksem jest to film niemalże bez kwestii mówionych co zdecydowanie utrudnia zadanie rozbawienia widza. Jak jak to zwykle bywa Pixar spisał się na szóstkę. Film zabawny, gdzie trzeba smutny, nie sposób się przy nim nudzić. Zarówno dla tych małch jak i dużych dzieci. Polecam.