Crossing over
Marta Czabała
Jeśli cię złapią, możesz wystąpić o dobrowolną deportację. Wtedy przez pięć lat nie wrócisz do Stanów Zjednoczonych. W praktyce najprawdopodobniej nigdy. Kariera, spokój czy finansowe przetrwanie - to rzeczy w życiu ważne ale czy dla nich każdy zrobiłby wszystko?
Film Kramera bezlitośnie wprost obnaża mit niezmiernie podkreślanego jak i sztucznego uwielbienia do amerykańskiej flagi. Jego bohaterowie przyjeżdżają do Ameryki bynajmniej nie z miłości do samego kraju, przyjeżdżają zwabieni możliwością lepszego niż w rodzinnym kraju zarobku, chcąc zrobić karierę czy też uciekając przed politycznym reżimem. Wśród nich jest Jahanara, irańska nastolatka, od lat mieszkająca w Stanach, odporna jednak na sztucznie wymuszaną miłość do Ameryki. Jest Australijka Claire, która w Ameryce widzi szanse na zrobienie aktorskiej kariery. Jest dawno niewierzący Żyd, który wierzy, że powrót do religii stanie się podstawą do otrzymania zielonej karty. Jest też Maria, która nie wierzy w amerykański sen a której jedynym celem jest zarobienie pieniędzy, aby przeżyć kolejny dzień.
To jedynie kilku z kilkunastu bohaterów, którzy w filmie Kramera, starają się w Ameryce rozpocząć nowe życie. Część z nich spokoju upatruje w uzyskaniu obywatelstwa, część chce uzyskać zieloną kartę, jeszcze inni wierzą tylko w siłę pieniądza. Kramer, jednocześnie autor scenariusza, bezlitośnie obala wpajane światu przekonanie, że Ameryka jest krajem serdecznym dla cudzoziemców, krajem wielokulturowym, krajem, gdzie wszyscy mogą istnieć niezależnie jak odmienne są ich kultury. To film na wskroś polityczny. Nie braknie odnośników do 11 września i słynnej wojny z terroryzmem. Reżyser/ scenarzysta pokazuje jak wielki i czasami całkowicie irracjonalny stał się strach przed kolejnymi zamachami i jak prewencyjny atak drugiej strony może wielu ludziom zrujnować życie. Bohaterowie filmu, nawet jeśli ich historia kończy się dla nich dobrze, nigdy nie staną się tymi bezmyślnie zatykającymi flagę kraju przed własnym domem Amerykanami. "Proud to be american" (dumny z bycia Amerykaninem) nie ma dla nich jakiejkolwiek wartości. Tak samo zresztą jak sztuczne ale koniecznie w społeczeństwie przykładanie ręki do serca kiedy grany jest amerykański hymn narodowy. Będą jednak walczyć aby w Ameryce pozostać. A ich pragnienia będą bez skrupułów wykorzystywać ci, od których decyzja o tym pozostaniu zależy.
Obsada filmu to mieszanka aktorów z całego świata, każdy z nich zaś stanowiący osobny i nieodzowny element niezmiernie pasjonującej układanki. Troszkę marnuje się Ford, jego niemalże pozbawiony emocji bohater jest w filmie jakby nieobecny, schodzi na drugi plan w stosunku do reszty. Szkoda, bo to dla aktora doskonała okazja do zrobienia sobie przerwy od ciągłego zatrudnienia w filmach akcji. Rola nie była zmarnowana, jednak Ford ma w sobie znacznie większy potencjał.
Świetny jest za to - jak zawsze zresztą - demoniczny Ray Liotta. To jeden z tych aktorów, którzy nigdy nie dostaną roli na wskroś dobrego bohatera. I wreszcie, fantastyczny jest Cliff Curtis, jeszcze nie w pełni w Hollywood doceniony, niemniej jednak coraz częściej obsadzany w głównych rolach.
No i Sean Penn. Jeśliby wierzyć zagranicznej prasie plotkarskiej, Sean Penn kazał z filmu wyciąć swoje sceny, zaraz potem jak dowiedział się, że scenariusz zawiera wątek irański. Reżyser filmu oponował na pokaz i bardzo słabo; w końcu kto nie pójdzie na film, tak kontrowersyjny, że nawet laureat Oscara za rolę homoseksualnego polityka wycofuje się z kontraktu. Doprawdy, trudno jest o lepszy, na dodatek całkowicie darmowy marketing. Penn jest dalej wymieniony w obsadzie, jednak w samym filmie nie pojawia się ani na chwilę.
Polska premiera filmu nie została jeszcze ogłoszona, od tej amerykańskiej upłynęły 4 miesiące. Zanosi się na szeroko komentowane polityczno - filmowe świadectwo, film trudny dla wielu a dla wielu obalając marzenia. To film dla zwykłych ludzi i o ludziach i ich pragnieniach, wciągający, poruszający, głęboko zapadający w pamięć. Oj, będzie tematem niejednej długiej dyskusji...