Terminator : Ocalenie
Marta Czabała
Kolejny, jak się okazuje nie ostatni Terminator. To na co czekaliśmy w częściach poprzednich tutaj staje się rzeczywistością. Będzie wojna. Dlatego też większość filmu zdominują sceny walki, spektakularne wybuchy i pojedynki z maszynami. Pod względem efektów to film absolutnie mistrzowski. I ten fakt bez wątpienia złagodzi ciut gorszy scenariusz i poczucie filmowego niedosytu.
To bodajże jeden z najbardziej oczekiwanych filmów, nie tylko tego roku ale i kilku ostatnich. Na wojnę między człowiekiem a maszyną czekaliśmy przecież tak naprawdę od 1984 roku. To wtedy James Cameron zdecydował się przenieść na ekran opowieść o super robocie, który udaje się w przeszłość aby zabić matkę przyszłego przywódcy ruchu oporu, mężczyzny, który skutecznie przyczyni się do klęski maszyn. Komu tamta część przypadła do gustu, niemalże od razu stawał się wielbicielem sequela a potem całej trylogii. Kiedy w Internecie pojawił się trailer kolejnej, czwartej już części, serwer zawiesił się niemalże od razu. Premiera nadeszła. I każdy mógł obejrzeć nie tylko trailer ale i cały film.
W filmie osobliwie nazywającego się reżysera McG, od dnia kiedy roboty przejęły władzę upłynęło już 14 lat. Mamy rok 2018. John Connor (Christian Bale) jest już doświadczonym żołnierzem. Nie ucieka przed swoim przeznaczeniem, stara się raczej wykorzystać w walce z robotami swoją wiedzę, jak i taśmy z wiadomościami jakie zostawiła mu matka. Walczy, jednak nie ma kompleksu zbawiciela ludzkości. Metodycznie eliminuje kolejne maszyny. Podczas jednej z misji dowiaduje się, że dowództwo jest w posiadaniu nadajnika, który ma pomóc w wyłączeniu każdej maszyny pod władzą Skynetu. Connor zostaje poproszony o szybkie przetestowanie nadajnika w terenie. Zmasowany atak ma być przeprowadzony już za kilka dni. Dowództwu zależy na czasie, chcą bowiem ubiec maszyny przed zabiciem osób z listy celów jaka przypadkowo wpadła im w ręce. Na drugim miejscu listy jest właśnie John Connor. Na pierwszym cywil, Kyle Reese, ten sam którego Connor ma już niedługo wysłać w przeszłość aby ten ochronił jego matkę przed śmiertelnym niebezpieczeństwem...
I samo czekanie na spotkanie Connora i Reese'a jest w tym filmie przyjemnym przeżyciem. Przez większą część filmu oglądamy życie dwóch bohaterów w trybie równoległym. Napięcie rośnie, tak aby wraz z ich spotkaniem emocje sięgały zenitu. Nie tylko widzów zresztą, zainteresowanym polecam film na You Tube, gdzie Christian Bale traci nerwy, kiedy w kadr wchodzi mu jeden z pracowników technicznych.
Szkoda tylko, że to jedyny moment, gdzie odczułam prawdziwe filmowe napięcie. Cała reszta filmu upływa, owszem interesująco, jednak ani przez chwilę nie ma niepewności co do kolejnych wydarzeń. Wiadomo co się dzieje, wiadomo dlaczego, wiadomo jak zakończy się cała historia. No dobrze strzelają. No dobrze, John Connor naraża życie. Ale ani przez chwilę nie ma obawy, czy będzie dobrze. I kto przeżyje.
Bale nie jest moim ukochanym aktorem, jednak swój warsztat zna. John Connor to w jego wykonaniu człowiek zgorzkniały, boleśnie doświadczony przez los, świadomy ciężaru jaki na nim spoczywa. Szkoda mi trochę, że reżyser i scenarzyści (jeden z nich pisał też scenariusz do części trzeciej) nie wykorzystali potencjału jakim była postać Kate Connor i jej przemiany, którą tak dobrze pokazała w trzeciej części Claire Danes. Podczas kiedy Kate trzeciej części stawała się żołnierzem, Kate części czwartej (nawiasem mówiąc w zaawansowanej ciąży) jest jakby pasywna. Niezależnie od stanu fizycznego, jej udział w życiu Johna zdaje się ograniczać do wtulania się w niego w krytycznych momentach, rzucaniu powłóczystych spojrzeń, płaczu nad losem męża i przeprowadzaniu zabiegów chirurgicznych. Najwyraźniej wojna wymogła przekwalifikowania się z weterynarza na chirurga. Trudno uwierzyć mi, że to właśnie ona ma wysłać do przeszłości Terminatora, jak to widzieliśmy w części trzeciej.
Znacznie lepsza od grającej Kate Bryce Dallas Howard (chociaż głównie przez scenariusz) jest Moon Bloodgood. Jej Blair dodaje całej historii kolorytu, jest ciekawa i zapada w pamięć. Tak samo zresztą jak Anton Yelchin. Młodziutki Rosjanin robi w Hollywood zawrotną karierę. Ledwo co zapadł w pamięć jako Checkov ze Star Treka, gdzie swoim akcentem doprowadzał do konsternacji pokładowy komputer. Teraz trafiła mu się niebagatelna rola Kyle'a Reese'a. Główna rola w tzw. filmie kultowym to dla każdego aktora niebagatelne wyróżnienie. Nie mam wątpliwości, że walczyły o nią setki jeżeli nawet nie tysiące aktorów.
A reszta? To oczywiście efekty specjalne. McG postanowił zminimalizować użycie komputerów, postawił więc na prawdziwe wybuchy, prawdziwe pościgi i bitwy. Nie oszczędzał swoich aktorów i ich wysiłek widać bezpośrednio na ekranie. Podobała mi się ta wizja przyszłości, trochę w klimacie Mad Maxa, utrzymana raczej w pesymistycznym tonie. To na pewno najsłabsza część Terminatora, ale jako osobny film broni się całkiem przyzwoicie. Zobaczymy co będzie dalej. Zresztą już niedługo. Premiera Terminatora 5 zapowiedziana jest na rok 2011.