Hancock
Małgorzata Doboszyńska
Po naprawdę przyzwoitym trailerze dostajemy coś pomiędzy wysokobudżetową adaptacją komiksu a dramatyczną epopeją o meandrach ludzkich i miłości. Średnie to połączenie, zwłaszcza że scenariusz często zawodzi a miejscami jest naprawdę nudno. Szkoda, bo zapowiadał się przebój.
Tytułowy Hancock, John (Will Smith) zresztą to coś pomiędzy supermanem a menelem. Na co dzień nadużywający alkoholu i mający większość wszystkich i wszystkiego w najgłębszym poważaniu, w chwilach dobroci trudni się łapaniem złych miasta Los Angeles. Niestety w mało subtelny sposób, bo koszta jego akcji idą w miliony dolarów strat. Dlatego też Hancock jest raczej nielubiany a władze domagają się aby poniósł karną odpowiedzialność za swoje czyny. Hancock ma ich żądania gdzieś dopóki jednak nie spotyka na swojej drodze utalentowanego PR-owca Raya Embrey (Jason Bateman), który z Hancocka chce zrobić gwiazdę. Hancock zaczyna być w jego domu częstym gościem, poznaje też żonę Raya i syna.
I pewnie gdyby ten film pozostał jedynie satyrą na współczesny PR i marketing, całość zyskałaby znacznie na jakości. Byłoby i śmiesznie i ciekawie. Niestety reżyser Peter Berg, jak i dwaj towarzyszący mu scenarzyści postanowili wszystko udramatyzować i stworzyć coś na kształt dramatycznej epopei. Hancock w jej wizji stał się nieznośnym i na siłę udramatyzowanym super bohaterem, absolutnie niezjadliwym przy dłuższym oglądaniu. Jako statystyczny (i płacący z bilet film) widz absolutnie nie kupuję jego moralno - dramatycznych wahań życiowych. Ani w dziedzinie wydumanego pijaństwa, ani w ratowaniu ludzkości ani w uczuciach jakie żywi do kobiety swojego życia. W szczególności zaś w decyzjach jakie podejmuje na końcu opowieści. Całość po prostu ocukrzona jest patosem wielkiej Ameryki i wydumanym etosem bohatera, nieznośnym - jak podejrzewam - dla większości europejskich odbiorców. Kto wie, być może też dla tych amerykańskich.
W odbiorze tego co już mało zjadliwe nie pomaga wyjątkowo przerysowane i słabe jakościowo aktorstwo, zarówno od tych z największych jak i tych mniej renomowanych gwiazd ekranu. W szczególności dziwi mnie obecność w tym filmie Charlize Theron, aktorki wszechstronnie utalentowanej i raczej w takich filmach nie spotykanej. Najwyraźniej jednak nawet szalenie wysoko opłaceni aktorzy mają swoje chwile słabości.
Pozostaje nam więc tylko podziwiać naprawdę przyzwoitą ścieżkę dźwiękową, która zresztą jest najlepszym elementem całego filmu. Tej nie można zarzucić nic, bo dobrana jest świetnie i pozostaje w najlepszych klimatach. Jest naprawdę dobrze. Szkoda tylko, że towarzyszący jej film pozostaje miernym, niezmiernie przereklamowanym produktem, nie wartym oglądania nawet przez najmłodszych z widzów.