Jak żyć?
Marta Czabała
Niezmiernie naciągana, lekko infantylna chociaż znacznie mniej irytująca niż jej poprzedniczki komedyjka. Coś na kształt moralitetu o dorastaniu, niespecjalnie zresztą prawdziwe i niespecjalnie ciekawe. Można to obejrzeć wyłącznie jeśli widzieliśmy w kinie już wszystko inne.
Takie historie były już w setkach filmów. Ewa i Jakub są tzw. Yuppies, razem wynajmującą mieszkanie w Krakowie. Są też tzw. parą idealną, przynajmniej do czasu kiedy to Ewa odkrywa, że jest w ciąży. Jakub przyjmuje wiadomość dzielnie, przynajmniej na początku. Później zdaje sobie sprawę, ze niespecjalnie wie jak odnaleźć się w sytuacji bycia ojcem i partnerem. Szybko podejmuje decyzje, które niespecjalnie podobają się Ewie, a związek tych dwojga chyli się raczej ku upadkowi.
Moja długa przerwa w oglądaniu polskich produkcji wynikała z traumatycznych doświadczeń po obejrzeniu wyjątkowo durnego filmu Jeszcze Raz. Po tamtym czasie obiecałam sobie, że moje pieniądze długo nie zostaną poświęcone na tzw. komedie obyczajowe a tym bardziej na romantyczne. Moja przygoda z filmem Jakubowskiego wynikła przede wszystkim z wakacyjnej posuchy filmowej. Naprawdę widziałam już wszystko.
Ale cóż, tłumaczyć się nie będę. Zwłaszcza, że obejrzenie tego filmu nie wywołało we mnie - jak przy wcześniejszych polskich pseudo filmach - skrajnej irytacji. Najwyżej zmęczenie i nudę. Naprawdę, w porównaniu, ten film jest co najmniej przyzwoity. Oczywiście nie kupuję dylematów moralnych tytułowego Jakuba, bo też niewiele mają wspólnego z codziennymi problemami młodych ludzi. Wszystko jest zbyt uproszczone, naiwne i zbyt wiadome. Prowadzi też oczywiście do oczywistego finału.
Przyznać należy jednak, że wszystko podane jest w całkiem znośnej formie, podtrzymanej zresztą przez samych aktorów. Trudno tutaj podziwiać bardzo zresztą utalentowaną Cieślak, bo też tak naprawdę mało ma w tym filmie do zagrania. To film przede wszystkim głównego bohatera, granego przez Krzysztofa Ogłozę, jeszcze w polskim kinie nieopatrzonego i stosunkowo świeżego. Miło popatrzeć na kogoś kto w filmie wydaje się jeszcze nowy.
Z zasadzie więc nie ma się specjalnie do czego przyczepiać, chociaż całość nie wywołuje zbyt pozytywnych emocji. To wszystko już było, w równie lub bardziej pozytywnym wydaniu. Można obejrzeć. Można nawet znieść wszystko pozytywnie. Można nudzić się tylko troszkę. Można, ale nie należy wszystkiego pamiętać.