Motel
Aneta Robertson
Być może starymi i znanymi chwytami, niemniej jednak Motel to całkiem sensownie zrobiony thriller, przerażający tam gdzie trzeba, nie przerysowany, dobrze zagrany. To bardzo dobry argument na to, że dobry film można zrobić bez niebotycznych sum pieniędzy oraz plejady aktorów.
Kiedyś w zamierzchłych czasach, jakiś krytyk filmowy napisał o filmie Dzień Niepodległości, że jest parodią przeróżnych stylów komediowo, satyryczno, dramatycznych, o tym, że parodiuje on gatunki filmowe w najlepszym stylu. Będąc wtedy osobą niepełnoletnią nie mogłam odpowiedzieć stosownie, niemniej jednak odpowiednia okazja nadeszła. BZDURA proszę pana. Wyciąganie z filmów wyniosłego znaczenia, na siłę interpretowanie ich jako ambitnych nie ma sensu. Niektóre filmy to po prostu masowe produkcje, przeznaczone pod masową widownię. Takim filmem był Dzień Niepodległości i takim filmem jest też niewątpliwie Motel.
Sama fabuła jest prosta i zdecydowanie nie oryginalna. Amy i David Fox, podróżując przez Stany Zjednoczone gubią drogę, efektem czego zatrzymują się w bliżej niesprecyzowanej mieścinie, w motelu żywcem wyjętym z folderów z lat 50tych. Odpoczynku oczywiście nie zaznają bo zaraz po zameldowaniu w ich pokoju zaczną dziać się rzeczy dziwne a Amy i David znajdą się nagle w śmiertelnym niebezpieczeństwie ze strony groźnych morderców.
To nie jest horror. Wbrew trochę mylącemu trailerowi, Motel nie podpada pod ten sam gatunek co chociażby nieśmiertelna (dlaczego?) Piła, czy też debiutujący na naszych ekranach Sadysta. Motel to całkiem przyzwoicie skrojony thriller, nie odkrywający sobą nic nowego, niemniej jednak ze smakiem powielający standardy gatunku. Reżyser Nimród Antal, znany chociażby z Kontrolerów nie udaje, że robi kino ambitne. Ze smakiem powiela znane już chwyty reżyserskie, bazując na szybkości wydarzeń i grze jasno - ciemno. Efekt osiągnięty. Boimy się absolutnie, w odpowiednich momentach zamykając oczy i tradycyjnie wyglądając przez palce.
W całym filmie gra mniej niż 10 osób. Trupów nie liczę. Kate Beckinsale i Luke Wilson w raczej nie "swoich" gatunkach tutaj dają radę wyśmienicie, nie wybijając się jednocześnie przed plan jako tzw. wielkie gwiazdy. Wpasowani w stylistykę rodem z lat 50tych, nie przekoloryzowani, wypadają przekonująco i stosownie przerażająco. I tak przez niecałe 85 minut. Stosownie długo i nie za długo na taki film. Bo wychodzimy zadowoleni a nie przesyceni.