Next
Ania Nowak
Ale koszmar. Dawno nie było w kinie filmu, który byłby równie nudny, nieciekawy, wydłużony i źle zagrany jak Next. Brawa dla twórców. Philip K. Dick przewraca się w grobie. Gdyby mógł, na pewno powróciłby, poważnie porozmawiać z twórcami.
Cris Johnson (Nicolas Cage) widzi przyszłość. Niespecjalnie daleką, bo na 2 minuty do przodu, co jednak daje mu całkiem niezłe życie. Zarabia sobie spokojnie grając w kasynie i pracując jako iluzjonista, w wolnym czasie szukając kobiety swojego życia, którą widział w jednej ze swoich wizji. Z tą właśnie kobietą (Biel) przyjdzie mu uciekać przed rosyjską chyba mafią, oraz FBI, które chce wykorzystać jego zdolności w odnalezieniu bomby atomowej, którą ktoś gdzieś umieścił w Los Angeles.
I to tyle. To chyba najstraszniejsza ekranizacja opowiadań Dicka. Nudna, ciągnąca się niemiłosiernie długo i naprawdę fatalnie zagrana. Powtarzalne wizje głównego bohatera niepotrzebnie przeciągają akcję, powodują znużenie jeśli nie rozległe ziewnięcia. Smętne spojrzenia Cage'a, tak strasznie irytujące na codzień, tutaj są po prostu nie do zniesienia. Wyimaginowane cierpienie jakie przeżywa niemiłosiernie wprost gra na naszych nerwach. Nie jestem miłośniczką jego warsztatu, ale tutaj jego warsztat sięgnął chyba dolnych granic aktorskich możliwości.
I niestety nie jest on w tym sam. Równie irytująca jest Jessica Biel i niestety Julianne Moore, która swoją postacią wypośrodkowuje gdzieś pomiędzy typowym archetypem męskiej kobiety policjanta a kompletnie antypatycznym stworzeniem, o bliżej nie określonej płci. Biel jest za to drewniana jak zawsze ona.
Najwięcej do zarzucenia mam scenarzystom filmu, bo to właśnie oni zrobili z opowiadania wielkiego pisarza absolutnie niewybaczalną farsę. Jonathan Hensleigh, odpowiedzialny za chociażby takie hity jak chociażby Szklana Pułapka 3, oraz Paul Bernbaum (filmografii nie warto cytować) zrobili z dobrej literatury przygłupią opowiastkę dla niedorozwiniętych nastoletnich dzieci. Nie wyobrażam sobie, że komuś innemu ten film mógłby się jeszcze podobać.
Pozostaje nam tylko pamiętać te lepsze ekranizacje opowiadań wielkiego pisarza. Raport mniejszości czy chociażby Robocopa. Może nie najwyższe loty, ale oglądało się przyjemnie. Oglądając Next w ramach opanowywania chęci wyjścia porównywałam film do licznych ekranizacji Stephena Kinga. Ten, tak jak zresztą Dick ma wyjątkowego pecha w przenoszeniu własnych słów na ekran.
Chociaż może, patrząc na Next nawet Stephen King powinien czuć się wyróżniony...