Evan Wszechmogący
Marta Czabała
Hollywoodzcy producenci maniacko wprost odgrzewają te same przepisy na finansowy sukces. Tym razem mamy tego samego reżysera, tego samego scenarzystę i niemalże bliźniaczą historię. Efekt jest już jednak zdecydowanie inny, bo Evan Wszechmogący jest najwyżej przeciętny a dorosłych rozśmieszy raczej nieczęsto.
Dla potrzeb niniejszej recenzji nazwę obecnego w kinach Evana Wszechmogącego sequelem do Bruca Wszechmogącego sprzed zaledwie czterech lat. Niby to inna historia ale ci sami wykonawcy, więc nietrudno o porównania. Jest jednak to podstawowe. Tamten film rozśmieszył mnie wielokrotnie. Ten, być może siedem razy.
Evan (Carell), którego w części pierwszej tak bardzo nienawidził Bruce jest teraz kongresmanem. Właśnie wprowadza się z idealną rodziną do idealnego domu aby rozpocząć realizację amerykańskiego snu. Wszystko jest idealne do czasu jednak kiedy na drodze Evana staje nikt inny tylko Bóg (Freeman) żądając aby ten zbudował mu biblijną arkę. Podobno na małe amerykańskie prowincjonalne miasteczko ma nadejść powódź. Evan buntuje się, niemniej jednak z Tym Najwyższym wygrać nie można. Zaczyna więc biblijną budowlę, ku ogólnemu zdumieniu własnej rodziny jak i reszty świata.
Scenariusz nijaki. Jak już zapowiada nam się dowcip, nagle okazuje się on nie mieć ani sensu ani puenty. Aktorzy starają się jak mogą, chociaż ich fatyga jest miejscami zbyt nachalna. Po prostu nie da się po raz kolejny odgrzać tego samego klimatu. Moim niezmiernym bólem pozostaje fakt, że w filmie o takim poziomie zgadza się ponownie zagrać aktor największego formatu Morgan Freeman. Cały czas podejrzewam, że musiał przegrać w karty obietnicę partycypacji. Łączę się także z Johnem Goodmanem. Wielce utalentowany, stworzony do ról komediowych, bardzo niedoceniony aktor zmuszany jest do grania drugoplanowych postaci, często nieadekwatnych do jego możliwości. Tutaj aż szkoda patrzeć.
A poza tym? Jest mizernie, przewidywalnie i stereotypowo. Evan Wszechmogący nie różni się niczym od tysięcy pseudo komedyjek, jakie amerykański przemysł filmowy wypuszcza na rynek. Obejrzeć można, zapomnieć trzeba szybko. Jeśli zaś mamy powyżej lat 15, nie warto nawet myśleć o powtórce.