Anthony Horowitz "Krucze wrota"
Marta Czabała
Kolejny wybraniec losu podejmuje wyzwanie jakim ma być ocalenie od zniszczenia całej ludzkości. Lekki przyjemny język chociaż sama historia wszystkim aktywnym czytelnikom będzie brzmieć znajomo. Jest co poczytać, chociaż może bez specjalnych emocji.
Wydawnictwo: Znak , Czerwiec 2007
Seria: Księga pięciorga
ISBN: 978-83-240-0814-8
Liczba stron: 256
Wymiary: 130 x 195 mm
Harry Potter oraz ekranizacja Władcy Pierścieni rozbudziła na świecie modę na książki fantasy. Wydawcy i filmowcy nagle odkryli, że historie o wybrańcach świetnie się sprzedają a dodatkowe miliony można jeszcze zarobić na gadżetach. Formuła jest raczej banalna. Oto jeden (a okazjonalnie nawet kilku) wybraniec w wieku pomiędzy 11-30 lat, na co dzień prowadzący normalne życie, nagle odkrywa, że dysponuje niezwykłą mocą i od niego właśnie zależy los świata. W przypadku pojedynczego herosa prawie zawsze jest to osoba płci męskiej, a przypadku grupy bohaterów - przeważają opowieści o przeróżnych rasach, płciach i kulturach. Potem jest już tylko opowieść o niezwykłych bitwach aby na końcu (czasami dosłownie) odejść w stronę zachodzącego słońca.
Historie takie można umieścić w różnych framach czasowych. Sukces może odnieść ta przedstawiająca dawne, nieokreślone czasy (Eragon, Christophera Pasoliniego), chociaż od czasu J.K. Rowling większą furorę robią te opowieści opowiadające o czasach współczesnych. Podobno po publikacji Harrego Pottera nastoletni chłopcy biegali na dworzec w Londynie próbując odnaleźć słynny peron 11 i 3/4. Guzów było co niemiara.
Ale do rzeczy. W kwestii fabuły Krucze Wrota nie prezentują sobą jakiejkolwiek innowacji. Mimo wszystko, z dziennikarskiego obowiązku postaram się nie zdradzać całej historii. Oto Matt Freeman ("zawsze wiedziałem, że jestem inny") zostaje zesłany do rodziny zastępczej, która jak się okazuje, nie koniecznie wypełnia standardy brytyjskiego wydziału do spraw nieletnich. Czai się tu mistyczne zło, bardzo mistyczne bo sprzed tysięcy lat. A Matt ma być właśnie jednym z pięciorga dzieci, które uratują nas od niechybnej zagłady.
Wszystko jest oczywiście przewidywalne do ostatniej sceny. Język jakim posługuje się Anthony Horowitz jest prosty i czytelny, jasny na tyle aby zrozumiał go czytelnik docelowy. Ten zaś jak podejrzewam ma około 11-15 lat. W Kruczych Wrotach jest wszystko, co w takiej książce być powinno, jest zło kontra dobro, jest to czego oczekujemy od samego początku.
Trudno jest dzisiaj czytać taką książkę, nie wyobrażając sobie jednocześnie jej ekranizacji. Kilka scen, chociażby ta w muzeum jest materiałem na naprawdę dobry kawałek Hollywoodzkiego kina. Oczywiście z odpowiednim komputerem i oprogramowaniem. Jeśli będzie ekranizacja - a w dzisiejszych czasach wcale się nie zdziwię, pójdę na film z przyjemnością.
Jestem co najmniej o 15 lat za stara, żeby Krucze Wrota przemawiały do mnie jako swojego bohatera. Dla mnie to opowiastka fantasy, niezła chociaż absolutnie pozbawiona elementów horroru, których istnienie próbują wmówić nam niektórzy ze sprzedawców. Czytając książkę nie odkryłam "jedynego klucza do złowrogiej tajemnicy świata", ale może naprawdę mój czas już minął. W końcu ja też miałam kiedyś 11-14 lat. I przyznaję się, że po lekturze Opowieści z Narnii, szukałam w niejednej szafie przejścia do magicznego świata Aslana.