Słaby punkt
Paweł Rzenecki
Niezły, miejscami nawet bardzo dobry kryminał. Mimo iż miejscami mocno schematyczny, ogląda się go naprawdę dobrze. Głównie zresztą dzięki dwójce głównych aktorów.
Przysłowiowa zabawa w kotka i myszkę. Do tego fenomenalnie zagrana przez dwóch głównych bohaterów. Historia pozornie prosta. Ieuan Davies (jak zawsze wielki Hopkins) strzela do swojej żony, po czy do wszystkiego spokojnie przyznaje się do popełnienia przestępstwa. Sprawa trafia do młodego, przekonanego o swojej nieomylności prokuratora Beachuma (świetny jak chyba nigdy Gosling) i od tego momentu wszystko zaczyna się sypać. Kiedy oskarżony deklaruje w sądzie swoją niewinność, Beachum wie, że tej sprawy nie zamknie tak szybko.
To trochę kpina z amerykańskiego systemu sprawiedliwości. Nawet jeśli przestępca podpisze pisemne przyznanie się do winy, oraz zadeklaruje ją ustnie - wszystko to może być oddalone w odpowiednich warunkach. Moje ulubione stwierdzenie sędziowskie "przysięgli nie wezmą pod uwagę tego co właśnie usłyszeli" pada także tutaj, brutalnie odkrywając absurdalność systemu. Broniąc się samodzielnie Davies zgłasza pozornie nieporadne i niezrozumiałe wnioski, jednocześnie obalając dowody, jakie bezsprzecznie świadczą o jego winie. Szuka tytułowego słabego punktu, znajdując go i bezlitośnie wykorzystując.
Gdyby tej roli nie zagrał sam wielki i niepowtarzalny Anthony Hopkins być może sam film nie byłby tak dobry. Hopkins jest diaboliczny, trochę w lecterowskim stylu, nie nadużywa min ale jego ekspresja i tak wykracza poza granice wszelkiego kanonu aktorskiego. Mało jest takich aktorów.
Chociaż nie jest sam. Ryan Gosling chyba po raz pierwszy pokazał, że jest naprawdę wielką aktorską gwiazdą, aktorem świetnym w każdym calu. To właśnie gra Gosling - Hopkins jest w tym filmie tym co najciekawsze, panowie tropią się nawzajem, odwracając fakty, przeinaczając to co było pozornie oczywiste. Samą tą parę ogląda się w bez krzty zmęczenia, za to konsekwentnie czekając na to co będzie dalej. W końcu to przede wszystkim niezły, ciekawy i wciągający kryminał.
I jeszcze jedno słowo pochwały. Filmowe zdjęcia luksusowej części Los Angeles to chyba najlepiej zrobione zdjęcia jakie nam przyszło oglądać od dawna. Dyskretne budynki, gra cieni, fenomenalne operacje światłem tworzą nastrój niepowtarzalny, idealnie ilustrujący samą historię. Warto ten film obejrzeć, bo równie dobrych jest mało. Szkoda tylko, że te wchodzą do kin równie rzadko.