Mroczny rycerz
Ania Nowak
Bardzo łatwo można było ten film położyć. Nie codzienne robi się w końcu coś, co porównywane będzie z klasycznym dziełem fenomenalnego reżysera, w rolach głównych z jednym z najlepszych aktorów wszechczasów. Ryzyko się opłaciło, film trzyma poziom. Byłby jednak znacznie lepszy, gdyby zrezygnować z kilku niemiłosiernie rozwleczonych wątków i patetycznych, bzdurnych i bardzo typowych dla Ameryki tekstów o bohaterstwie.
Na szczęście sama fabuła znacznie różni się od oryginalnej. Oglądając trailer miałam wrażenie powtarzania tych samych scen, na szczęście wrażenie mylne. Batman Christophera Nolana to dalej gentelman i kobieciarz, w rzeczywistości jednak dalej zakochany w przyjaciółce z dzieciństwa, znanej z poprzedniej części Rachel Dawes. Ta jednak, nie chcąc dzielić go z Batmanem, kończy ten rozdział i wiąże się na serio z młodym prokuratorem okręgowym Harveym Dentem (kto pamięta komiksy i poprzednie części, wie jakie były jego losy) i u jego boku układa sobie życie. Bruce na zazdrość nie ma na szczęście dużo czasu, bo oto miasto Gotham ulega terrorowi niejakiego Jokera, który - kradnąc pieniądze mafii - podrywa ją do walki a tym samym stawia na nogi całe miasto.
Ten film już dawno podsycany był marketingowymi chwytami oraz tragiczną rzeczywistością, czyli nieszczęśliwą śmiercią Heatha Ledgera. Ten zresztą bez wątpienia jego wielki aktorski popis, kto wie, może nawet najlepsza rola. Ledger sam wypracowuje sobie formułę na postać Jokera, nie powiela, nie imituje. Jest wielki, zdecydowanie przyćmiewa Christiana Bale'a, który nieźle trzyma się w roli Bruca/Batmana. Cały film jest zresztą, jak jego poprzednik najeżony gwiazdami. Wielki jest kolejny raz Gary Oldman, Aaron Eckhart i mój ulubieniec Michael Caine. Wszyscy grają jak na dobry film przystoi, wyraźnie nie przejmując się etykietką adaptacji komiksowej.
Chwała Nolanowi za to, że zrezygnował z niezmiernie irytującej komiksowo - baśniowej konwencji, która tak bardzo zniechęciła mnie do Batmanów Schumachera. Nie zrobił z tego filmu nieznośnego i pełnego irytującej scenografii komiksu. Taki bardziej realny Batman, bardziej z naszego życia jest znacznie bardziej dla nas atrakcyjny. Takiego Batmana, my dorośli chcemy oglądać. Nolan ma wszystko aby stworzyć idealne widowisko, pełne wrażeń i efektów najlepszego rodzaju. Szkoda tylko, że nie umie powiedzieć sobie stop i tworzy film zdecydowanie za długi, miejscami zbyt rozwleczony i przeciągnięty. Przyznam, długość niektórych scen przyprawiała mnie o ziewanie. Bywało nieciekawie. Zbyt dużo wątków, zbyt rozklejona fabuła.
I wreszcie, co ci Amerykanie mają z tym cholernym patosem? Dlaczego kolejny film najeżony jest idiotycznymi bredniami, tekstami i bohaterach? "Ludzie nie są gotowi na takiego bohatera... ludzie go potrzebują...ludzie muszą zrozumieć". Te wszystkie brednie są absolutnie niezjadliwe i nie do strawienia. Tym co jeszcze nie byli radzę zatkać uszy. Oby w kolejnej części darowali sobie te bezsensowne dyrdymały.