Moja dziewczyna wychodzi za mąż
Ania Nowak
Banalniutka, kolejna z wielu komedyjka romantyczna. Troszkę śmieszna, przyjemna do oglądania i - jak one wszystkie - szalenie przewidywalna. Ogląda się to bez irytacji, raczej też nie będziemy żałować pieniędzy wydanych na bilet do kina kina. Ot takie 100 letnich, miło spędzonych minut.
Historia banalna aż do przesady. Tom i Hannah przyjaźnią się od czasów studiów, są typowym przykładem książkowej przyjaźni męsko - damskiej. Dogadują się idealnie, w przysłowiowe pół słowa. Do czasu kiedy ona - podczas służbowego wyjazdu - nie poznaje pewnego Szkota arystokraty, który dość skutecznie i piorunująco szybko zdobywa jej serce. To właśnie wtedy (a jakże) Tom zaczyna rozumieć, że to co łączy go z Hannah to coś znacznie więcej niż tylko przyjaźń.
W zasadzie mogłabym tutaj dopisać jeszcze jedno zdanie, które podsumowałoby cały film. Chociaż i tak wszyscy już pewnie wiedzą jak się skończy. Dlatego też rozpatrując jego walory artystyczne lepiej jest popatrzeć na bardzo piękne widoki i zdjęcia Szkocji, zachwycić się (ja zawsze) szkockim językiem i popatrzeć na bardzo przyzwoitą grę aktorską. To nie jest film pretendujący do miana arcydzieła czy nagród Oscarowych. Ma nas jedynie rozbawić, czasami rozczulić, przyznaję więc wszem i wobec, że rolę swoją spełnia w stopniu co najmniej satysfakcjonującym. Ta osobista satysfakcja zdaje się być zresztą odwrotnie proporcjonalna do wieku odbiorcy, obecna obok mnie na filmie młodzież szkolna co rusz wybuchała gromkim śmiechem.
A co dla tych bardziej dorosłych? Dla pań szarmancki jak zawsze i niezmiernie przystojny Patrick Dempsey, dla panów przepiękna Michelle Monaghan. Dla nas też będzie kilka (chociaż niewiele) bardzo śmiesznych dowcipów, no i brak takich urągających ludzkiej godności. Może to nie dużo, ale cóż... lepiej oglądać takie filmy niż 40. część prawdziwie obrzydliwego Strasznego Filmu. Ot, takie moje prywatne zdanie.