30
Małgorzata Kobus
Dotychczas wrzesień kojarzył mi się przede wszystkim ze szkołą, z kończącym się latem lata, a co za tym idzie - z końcem lenistwa i wakacyjnej beztroski. We wrześniu nie ma już upałów, jest za to coraz więcej spadających liści i chłodnych wieczorów. I jest większa refleksja nad mijającym czasem. Dla mnie tym bardziej, że we wrześniu świętuję urodziny. Tym razem jest to okrągła rocznica, choć oficjalnie "kolejne 18-te".
Może zatem nadszedł czas podsumowań? Może czas zastanowić się co osiągnęłam, a czego nie udało mi się zrealizować, czy jestem szczęśliwa i spełniona, czy też nadal mi czegoś brakuje. I najważniejsze - czy obecne status quo mojego życia w pełni mnie zadawala.
Myślę, że większość z nas zadaje sobie podobne pytania (lub raczej dręczy się nimi) w ważniejszych chwilach swojego życia. Zatem może powinniśmy pozwalać sobie czasem na małe podsumowania? Oczywiście z nutką nostalgii, odrobiną dystansu oraz przymrużeniem oka...
Urodziny to dla większości kobiet pewnego rodzaju katastrofa. Bo przecież jesteśmy o rok starsze, czasem jeszcze o kilka kilogramów cięższe, a co najgorsze - mamy teraz "trójkę z przodu". A to przecież oznacza, że nie możemy się określać mianem dwudziestolatek i mówić z dumą, że jesteśmy p r z e d trzydziestką.
Jednocześnie jednak jestem wreszcie w takim wieku, kiedy jawnie i bez zahamowań mogę wyrażać swoją opinię, a na dodatek to co mówię ma z reguły jakiś sens. Nie boję się poruszać tematów niewygodnych i nie pozwalam sobie, by ktoś mnie przed tym powstrzymywał. Dlatego dziwi mnie czasem, iż osoby, które znam od lat, nie potrafią zaakceptować tego mimowolnego postępu w moich poglądach i zachowaniu. Mało tego, spotykam się z krytyką, że "zmieniłam się i nie jestem już taka jak dziesięć lat temu". Oczywiście, że nie jestem! Nie po to się uczę, czytam książki i podróżuję, by stać w miejscu. Wszystkie doświadczenia życiowe - a miałam kilka dość ekstremalnych - rozwinęły moją wrażliwość, zahartowały, a niejednokrotnie utwierdziły w przekonaniu, że życie to najlepsza szkoła, często dość okrutna.
Dlatego właśnie nie mam oporów, by głośno mówić, gdy coś/ktoś mi przeszkadza lub mnie irytuje. Dlatego też nie akceptuję głupoty, chamstwa i obłudy, a z tym niestety coraz częściej się spotykam. Za to chętnie i dużo doradzam innym. Tak, dobrych rad i mądrych myśli mam mnóstwo dla każdego; wiedzą o tym moi bliscy. Niestety sama często sobie nie radzę, a już na pewno rzadko korzystam z własnych "mądrości".
Jednak cieszę się, że mimo trudnego charakteru, częstych "much w nosie" i wysokich wymagań w stosunku do bliskich, oni przy mnie są. Te kilka osób, na które mogę zawsze liczyć sprawia, że wszystkie przeciwności losu przestają być takie straszne. Wiem jak ważne jest mieć przyjaciół i z całą mocą mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo mam najwspanialszych.
To jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że generalnie mam szczęście do ludzi. Spotkałam wielu wspaniałych w swoim życiu, którzy niejednokrotnie bardzo mi pomogli, dzięki którym mogłam poczuć się kimś wyjątkowym lub po prostu odczułam ich bezinteresowność. I nie ma to znaczenia czy był to właściciel wynajmowanego przeze mnie mieszkania, bajecznie bogaty Holender, z którym współpracuję, czy pewien świetny Chłopak, który powiedział mi kiedyś, że takie kobiety jak ja widzi się tylko w telewizji... Wszyscy, którzy wywarli wpływ na moje życie - nawet jeśli teraz nasze drogi się rozeszły - mogą liczyć na moje wsparcie, a już na pewno na to, że będę o nich pamiętać.
Tak naprawdę nie umiem (a może nawet nie chcę) odpowiedzieć sobie jednoznacznie na postawione na początku pytania. Obecne status quo trochę mnie uwiera, ale jak każdy chyba, trochę obawiam się zmian. Poza tym po Mamie odziedziczyłam optymizm, zaś po Siostrze wiarę w lepsze jutro, dlatego też potrafię odnajdywać szczęście w sprawach życia codziennego - a to chyba jest najważniejsze. Reszta na pewno j a k o ś się ułoży...
"Przez następne 365 dni będę patrzył na świat,
jakbym go widział po raz pierwszy.
Szczególnie na rzeczy nieistotne." *
* Paulo Coelho, Życie. Myśli zebrane.