Elisabeth Holding "Niewinna pani Duff"
Małgorzata Doboszyńska
Książka firmowana nazwiskiem sławnym, bo też samego Raymona Chandelera, niestety nie przypomina jego wielkich i wspaniałych powieści. Elisabeth Holding tworzy dosyć ciekawe studium ludzkiego charakteru, raczej o wydźwięku socjologicznym niż kryminalnym. Można to przeczytać chociaż żadna strata jeśli publikację ominiemy. Znacznie lepiej wyglądałaby ona na deskach teatru.
Tytuł oryginału: The innocent MRS, Duff
Wydawnictwo: C&T, Maj 2005
ISBN: 83-89064-99-5
Liczba stron: 160
Wymiary: 145 x 205 mm
Cena: 19,90zł
Pan Duff jest bogatym obywatelem swojego miasta z wysoce ugruntowaną pozycją w elitach społecznych. Ma małego syna i drugą, bardzo młodą żonę Reggie, której nienawidzi z całego serca. Po roku małżeństwa nagle zaczyna dostrzegać wady swojej drugiej połowy. Jako iż zdecydowanie nie widzi swojej przyszłości z Reggie, postanawia dać sobie powód do rozwodu, a tym samym wrobić małżonkę w romans. Najlepiej z szoferem, odpowiednim społecznie do tego aby niewierną małżonkę porzucić. Ma swoje plany, które niebawem - jak to w idealnych planach bywa - niekoniecznie idą po jego myśli.
Krótka to książka, bo też cała akcja odbywa się na mniej więcej 150 stronach. Poszukujący kryminalnych wątków nie dopatrzą się ich jednak za wielu. Może to zdecydowanie rozminąć się z początkowymi oczekiwaniami, bo to raczej dobrego kryminału będziemy się po tytule i rekomendacji spodziewać. Holding pisze nieźle, jest jednak znacznie lepsza w kreowaniu postaci z punktu widzenia socjologicznego. Jej książka ( a moja pierwsza tej autorki) to ciekawe studium ludzkiego charakteru, niemniej jednak kryminału w niej nie ma prawie wcale. Zero suspensu, zero niepewności a tzw. niespodziewane zakończenie bardzo łatwo można przewidzieć. Holding nie zadaje sobie specjalnie trudu, a też może nie chce wykreować nic specjalnego w swoim malutkim dziele. Jej książka trochę przypomina mi sztukę teatralną i być może w takiej wersji byłaby znacznie ciekawsza. W wersji papierowej zdarzało mi się niestety przewracać niektóre kartki. Doczytałam Niewinną Panią Duff trochę z dziennikarskiej przyzwoitości. Ale przyznać należy, że niejednokrotnie chciałam ją porzucić.