Z archiwum X: Chcę wierzyć
Marta Czabała
Otóż ja też Szanowni Państwo, chcę wierzyć. Chcę wierzyć, że z jednego z najciekawszych seriali lat 90tych da się jeszcze wyciągnąć coś wartego oglądania a czujący blusa science - fiction Chris Carter potrafi znów ożywić słynny duet Muldera i Scully. Skutecznie udało mu się w pełnometrażowym Pokonać Przyszłość i tutaj w zasadzie też jest na co popatrzeć. Chociaż gołym okiem widać, że kolejnych części raczej nie można się spodziewać.
Kolejny, taki jakby wydłużony odcinek serialu dzieje się co najmniej kilka dobrych lat po ostatnich wydarzeniach. Scully ostatecznie zakończyła swoją współpracę z FBI, do końca poświęcając się medycynie. Teraz walczy jedynie ze szpitalnym niezrozumieniem i tradycyjną biurokracją. Mulder zaś zaszył się w tajemnej głuszy, gdzie - poszukiwany jako zbieg - dalej prowadzi swoje tajemne (polegające głównie na wycinaniu artykułów z prasy) badania. I tak tkwili by sobie dalej, gdyby nie Agentka FBI Dakota Whitney (Amanda Peet), która zgłasza się do Scully prosząc ją o kontakt z Mullerem, a co za tym idzie o pomoc ich obojga. Sprawa dotyczy zaś pewnej zaginionej agentki, do której trop prowadzi przez księdza, obdarzonego podobno zdolnościami paranormalnymi...
To oczywiście nie to samo Archiwum X, do którego przywykliśmy z serialu i poprzedniego filmu pełnometrażowego. Ale czy - po 10 latach od tego ostatniego - możemy jeszcze liczyć na to samo? I co więcej, czy to samo nie przyniosłoby nam rozczarowania? Chris Carter postawił na fabułę bardziej złagodzoną, mniej kosmiczną chociaż tradycyjnie równie nierealną. Nie zdradzając zbyt wiele, powiem, że filmowe "absurdki" są równie przyjemne. Muszę też powiedzieć - chociaż jak zwykle bez szczegółów - że Carter dał nam to na co wielu czekało od dawna i chociażby dlatego warto jest ten film obejrzeć. Bez szczegółów oczywiście :-)
Anderson i Duchowny to zawsze miły do obejrzenia duet. Widać w tym filmie ile lat upłynęło od ostatniej ich wspólnej podróży na ekranie, chociaż dla mnie Anderson wygląda bardziej korzystnie niż na początku serialu. Przyjemna, chociaż jakby nie wpasowująca się w konwenanse serialu jest Amanda Peet, znacznie od niej lepszy jest diaboliczny Billy Connolly. I to nie ostatnie plusy. Piękne są zdjęcia, rewelacyjna jak zawsze pozostaje muzyka Marka Snowa. Fenomenalna (dla mnie w filmie najlepsza) jest scena zbliżenia na zdjęcie prezydenta Busha.
To nie jest film, który ma być racjonalny. I zdecydowanie nie jest. Bohaterowie przemieszczają się setki kilometrów w krótkim czasie, omijają kolejne szczeble biurokracji, cudownie odnajdują swoich zaginionych. Poszukiwany listem gończym Mulder siedzi pod przysłowiową latarnią. Nie ma w tym ani krzty sensu ale tak w tym filmie być powinno. Najtrafniej zaś ujęła to moja siostra podsumowując wrażenia po wyjściu z kina i mówiąc :"Takie to wszystko absurdalne jak niemalże Archiwum X".