Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka
Marta Czabała
Miło się to ogląda, chociaż całość straciła nieco na lekkości i polocie. Nie jest już tak samo śmiesznie chociaż przyznać należy, że aktorzy robią co mogą. Wszystko jest jednak przyjemne dla oka, najeżone dalej fantastycznymi efektami z najwyższej półki. Nie irytuje, nie nudzi. Kto wie, może z przyjemnością pójdę i na część czwartą.
Pierwsza część opowieści o wskrzeszonej Mumii, wbrew oczekiwaniom okazała się jednym z najbardziej kasowych filmów w historii amerykańskiego kina. Nie było więc żadną niespodzianką, że dwa lata później powstał sequel, który zresztą też wypracował sobie pokaźne zyski. Potem zaległa cisza. Trzecia część Mumii była dla widzów sporym zaskoczeniem, bo po 6 latach zdążyliśmy na opowieści położyć kreskę. A jednak powstała. I ma się całkiem przyzwoicie.
W trzeciej odsłonie Państwo O'Connel przeszli niejako na emeryturę. Ona zajmuje się promowaniem książki opartej na ich przeżyciach, on próbuje się odnaleźć się na angielskiej prowincji. Oboje nudzą się niemiłosiernie. Ich syn Alex jest już dorosłym mężczyzną (czy Fraser i Bello nie są jednak za młodzi na syna w tak zaawansowanym wieku?) i po tacie odziedziczył chęć włóczenia się po świecie. To właśnie on dokonuje historycznego odkrycia, wydobywając na wykopaliskach posąg pradawnego chińskiego cesarza Hana. Ten sam cesarz w swoich czasach podbił znaczną część świata, aż został na wieki przeklęty przez potężną wiedźmę Zi Juan. I tak czeka sobie zamrożony aż nie natknie się na niego niczego nie świadomy młody archeolog. Ten oczywiście, przy pomocy znanych z pecha do mumii rodziców ożywi cesarską mość, a to wprawi wszystkich w nie lada kłopoty...
Rob Cohen, reżyser obrazu na szczęście nie udawał, że film jest czymś innym niż czystą akcją i postawił na najwyższe na hollywoodzkiej półce efekty specjalne. Te w tym filmie są znacznie ważniejsze niż cokolwiek innego. I są wspaniałe. Pod względem efektów całość zachwyca, przypominając niejako nieustająco zmieniający się kalejdoskop. Co chwila coś nowego potrafi wciągnąć. Cohen znany jest zresztą z tego, że umie robić przyzwoite kino akcji, takie akurat utrzymane w ryzach gatunku.
Zdecydowanie gorszy - w stosunku do części poprzednich - jest jednak scenariusz, co dziwi, bo napisany jest przez pisarzy odpowiedzialnych za całkiem przyzwoitą Zabójczą Broń 4. Brak jest, znanego z poprzednich części humorystycznego polotu, ciekawych i błyskotliwych tekstów. Te naprawdę śmieszne możemy policzyć na palcach jednej ręki.
I wreszcie aktorzy. Z oczywistych powodów największa odpowiedzialność spadła tutaj na, zastępującą Rachel Weisz Marię Bello. Bello daje radę, chociaż bez wątpienia brakuje jej zdolności swojej niezmiernie utalentowanej poprzedniczki. No i brytyjskiego akcentu, bo ten wyćwiczony brzmi jakoś wyjątkowo nieszczerze. Ci, którzy za aktorką nie przepadają mogą się jednak jak zawsze zachwycać, niezawodnym w takich filmach Brendanem Fraserem i - moim ulubionym w tym filmie - Johnem Hannah. To chociażby on jest powodem, żeby ten film obejrzeć.
A czy powstanie kolejna część? Patrząc jak dobrze sprzedaje się wątek wskrzeszonej z umarłych mumii powiem, że pewnie tak. Ale czy mam racje pokażą wskaźniki zysków i uwielbienie publiczności na całym świecie. Ja bez wątpienia, niezależnie od wahań w jakości należę do wielbicieli tej już trylogii.
P.S. Ciekawa jestem czy chińskie władze wpuściły ten film do swoich kin... i jeśli tak to z jaką cenzurą... :-)