Wrzesień w zależności od punktu siedzenia
Marta Czabała
Redaktor naczelna Fabula.com.pl
Stara prawda głosi, że wrzesień lubimy dopiero wtedy kiedy sami już dawno skończyliśmy szkołę. Trudno się nie zgodzić. Kiedy patrzę na swoje dzieciństwo, wrzesień był chyba najmniej oczekiwanym miesiącem w roku. Wszystko co przyjemne kończyło się smutno. I wakacje i pogoda i - co za tym idzie - nawet podwórkowe wyprawy z przyjaciółmi. Nadchodziły pierwsze lekcje, smutne dyktowanie planu no i praca domowa, do której siadałam najpóźniej w ciągu dnia jak tylko się dało.
Ale i to miało swój koniec. Niemalże dekadę po szkole, mam z wrześniem już dzisiaj zupełnie inne skojarzenia. Kończą się w końcu niemiłosiernie upały, często zbyt intensywne aby pozbyć się morderczych myśli. Nareszcie robi się przyjemnie na słoneczku. Do kin powracają regularne i intensywne premiery. Osobiście najbardziej cieszę się na Elegię z wielkim aktorsko Benem Kingsley, mistrzowsko zrobionego i prześmiesznego Hellboya czy baśniową Wyspę Nim. Tradycyjnie, po dwóch miesiącach kinowej posuchy, mamy wreszcie filmy nawet dla najbardziej (i tych mniej) wymagających.
Można we wrześniu wyjść na dwór i bez groźby udaru poczytać książkę na ulubionym murku. Ba, można zaszaleć i przejść się z nią do parku. Można już przykryć się w nocy i wypić w ciągu dnia gorącą kawę bez, nie bojąc się o nieodwracalne przegrzanie organizmu. Można zjeść ciepły obiad.
Chyba jednak nie taki zły ten wrzesień...
Zapraszam do kolejnego numeru Fabuły. Jesteśmy po długich urlopach, świeży i wypoczęci. Jak zwykle piszemy o wszystkim. Nawet o wrześniu. Teraz, dobrych parę lat po szkole oficjalnie jednym z moich ulubionych miesięcy w roku.