Hannah Montana - The Movie
Ania Nowak
Disney po raz kolejny, tym razem o spełnionych marzeniach i wartościach jakie należy pielęgnować zawsze, nawet jeśli jest się gwiazdą światowego formatu. Nie jest to za grosz wiarygodne ale absolutnie być nie ma. Ma jedynie stanowić strawę dla nastolatków spragnionych czegoś co zawsze jest dobre, zawsze kolorowe i zawsze, bez wyjątku ma dobre i wzruszające zakończenie. I takie jest dokładnie.
Bo też Hannah Montana ma być symbolem spełnionych marzeń i zachowanych wartości. Życia zwykłego i życia gwiazdy. Marzeń. Szczerze mówiąc, ze względu na lata moje pojęcie o tej postaci było do tej pory dosyć mgliste. Gdzieś podczas przeskakiwania z kanału na kanał trafiłam na kawałki serialu ale jego treść była do tej pory tajemnicą. Na film trafiłam okrężną drogą. Najpierw usłyszałam główną piosenkę, potem weszłam w posiadanie - według mnie doskonałej - ścieżki dźwiękowej. Potem, jakby naturalnym biegiem zdarzeń przyszedł czas na film. Nie oczekiwałam niczego wielkiego, ot jedynie przyjemnej rozrywki, skomentowanej dobrą muzyką. I taką dostałam.
Oglądając film, można w zasadzie dowiedzieć się wszystkiego o głównej bohaterce. Hannah Montana to uwielbiana przez miliony nastoletnia piosenkarka, śledzona przez paparazzi, ukochana przez media i tłumy fanów. Hannah też Miley Steward, zwyczajna nastolatka, która chce mieć tzw. normalne i zwyczajne życie. Stąd podwójne życie. Miley, przynajmniej w swoim mniemaniu ma najlepsze z dwóch światów. Podwójna egzystencja daje się jej jednak we znaki, zwłaszcza kiedy ojciec zabiera ją, trochę za karę (za publiczną bójkę) do rodzinnego miasteczka na amerykańskiej prowincji w stanie Tennessee. Zrozpaczonej małomiasteczkową egzystencją Miley przyjdzie zrozumieć, że szczęście to nie tylko sława, pieniądze i wielkomiejski blichtr.
Wartości i przesłanie przede wszystkim. To taki typowy film Disneya. Bardzo bajowy, zdecydowanie nierealny, mający służyć przede wszystkim pokrzepieniu nastoletnich serduszek, w szczególności dziewczynek marzących o wielkiej karierze piosenkarki. Disney lubi pokazywać marzenia a Hannah Montana jest dla wytwórni kurą znoszącą złote jajka. Tutaj daje wszystkim tym dziecięcym duszom do zrozumienia, że wielka przygoda wcale nie jest taka niemożliwa. Miley Steward to przecież gwiazda ale też "typowa zwykła nastolatka", pełna kompleksów i problemów jej wieku. Wniosek? Każdy, a raczej każda z nas mogłaby być jak Hannah Montana.
Fenomen serialu a tym samym filmu, to duża zasługa odtwarzającej główną rolę Miley Cyrus. Zazdrosne komentarze na plotkarskich portalach ustawiają się w setki, żadne jednak nie są w stanie przeciwdziałać prawdziwemu urokowi osobistemu rudowłosej nastolatki, przyzwoitemu warsztatowi aktorskiemu i talentowi muzycznemu. W kontraście do plastikowych lansowanych laleczek jest jak powiew świeżego powietrza. Cyrus już tyle lat gra Hannah, że gra jak i śpiewanie przychodzi jej zupełnie bez trudu. Tak samo zresztą jak jej filmowemu jak i prawdziwemu ojcu. Osobiście podobała mi się jeszcze Emily Osment roli przyjaciółki Miley i Margo Martindale w roli jej babci.
No i oczywiście ścieżka dźwiękowa. Bez niej nie byłoby tego filmu. Całość to nie tylko cukierkowe pioseneczki pop (chociaż i takich niestety nie brakuje) ale też prawdziwe i tym razem bardzo znośne country, przemieszane z hip - hopem, R&B czy soulem. Nie zabraknie ballad, nie zabraknie tanecznych rytmów. Całą płytę podsumowują: liryczna Caterpillar i przepiękna ballada The Climb - moim zdaniem najlepsza w historii kariery wokalnej piosenka Miley Cyrus. Coś mi się wydaje, że będzie nominacja do Oscara. Tak jak niemalże co roku dla jakiejś piosenki Disneya.