Kac Vegas
Marta Czabała
Można obejrzeć, nawet nie obawiając się, że fabuła odbierze nam chęć na późniejszy obiad. Nie jest obrzydliwe, nie jest też specjalnie śmieszne, chociaż znajdzie się kilka scen które sygnalizują przyzwoity scenariusz. W Stanach Zjednoczonych wielki hit i już podpisany kontrakt na sequel. Pożyjemy zobaczymy.
Strawne, chociaż nie tak śmieszne jak można by oczekiwać. A jednocześnie nie tak obrzydliwe jak można było się spodziewać. Wychodzi tak mniej więcej na zero, chociaż fabuła może tego nie zapowiadać.
Trzech przyjaciół postanawia zrobić czwartemu z nich przyjemność i opłacić wieczór kawalerski w Las Vegas. Doug (Justin Bartha), Phil (Bradley Cooper), Stu (Ed Helms) i Alan (Zach Galifianakis) jadą do Miasta Grzechu gdzie przyświeca im tylko jedno motto: wypić jak najwięcej alkoholu i bawić się do upadłego. I to dosłownie, bo rano budzą się z największym w swoim życiu kacem, nie pamiętając ani jednego wydarzenia poprzedniego wieczoru. Na dodatek okazuje się, że gdzieś zaginął im Pan Młody. Muszą więc po kolejnych wskazówkach odtworzyć poprzedni wieczór i odnaleźć Douga zanim wybije godzina ślubu. Wśród tego czego się dowiedzą będzie ślub z prostytutką, konflikt z azjatycką mafią czy chociażby kradzież tygrysa... Mike'a Tysona. A wszystkiego dokonali w ciągu kilkunastu godzin.
Zdecydowanie nie odczytuję filmu Toda Phillipsa jako antyalkoholową lekcję dla młodzieży, a z takimi właśnie recenzjami spotkałam się kilkakrotnie. Szczerze mówiąc, w ogóle nie siliłabym się na żadną głębszą interpretację. To jedynie twór czysto komediowy, zresztą nie taki zresztą śmieszny jak sugerować by się można chociażby trailerem. Pedagogiki tutaj za grosz. Młodzież i tzw. młodzi w żadnym wypadku nie przejmą się całkowitą amnezją bohaterów czy też faktem iż wynika ona z narkotyków jakie wbrew swojej woli zażyli. Będą raczej czerpać satysfakcję z wpadek bohaterów i - co do czego nie mam wątpliwości - zazdrościć im szalonej przygody. Bez komentarza pozostawię fakt takich reakcji.
Osobiście nie widzę w całości ani grama moralizatorstwa. Być może wynika to z tego, iż przygoda czterech przyjaciół jest kompletnie ale to kompletnie nierealna. Nie przekona mnie nikt iż ktokolwiek jest w stanie przeżyć w tak krótkim czasie tylu absurdalnych sytuacji, tylu zbiegów okoliczności i tylu wpadek. Nawet jeśli jest do cna upity i pod wpływem najgorszych z narkotyków. Bez realizmu zaś ja, jako widz żadnego morału nie wywnioskuję. Mogę jedynie upajać się nielicznymi ale smacznymi w odbiorze elementami komediowymi oraz zdumiewająco dobrą grą aktorską, zwłaszcza w wykonaniu Zacha Galifianakisa oraz Bradleya Coopera. Czy jak na taki film to dużo nie wiem ale mnie się nawet ten Kac Vegas podobał. W kategorii mało wyrafinowanej rozrywki oczywiście.