Carol Drinkwater
"Oliwkowa farma"
Magda Rachwald
Nie pamiętam Carol Drinkwater grającej w serialu "Wszystkie stworzenia duże i małe", choć przepadałam za tą historią; nie znam jej też z innych filmów. Jej książkę o przeprowadzce na prowansalską farmę czytałam więc nie jak opowieść o celebrytce, tylko jak o kolejnej Angielce, która dzięki sile nabywczej funta, jest w stanie porwać się na kupno posiadłości w Prowansji. Jednak nawet dla angielsko-francuskiej pary nie jest to łatwe przedsięwzięcie - o ich kłopotach i o wszystkich radościach można przeczytać w książce aktorki
Nie dziwię się, że ludzie chcą przeprowadzać się do Prowansji - sądząc z książek i filmów krajobrazy są tam piękne, jedzenie najlepsze na świecie, a ludzie przyjaźni. Życie ma inny rytm; generalnie jest dosyć magicznie. Ma to ten skutek, że wiele osób chce pisać książki na ten temat. Wiadomo, że nie będzie to raczej mroczny psychologiczno-obyczajowy kryminał, tylko kolejna ciepła opowieść o urodzie życia. Ta powtarzalność jest raczej przyjemna niż nużąca, ale trudno książki Drinkwater nie porównywać z bestsellerem Petera Mayle'a ("Rok w Prowansji"). Poczucie humoru Carol Drinkwater nie jest tak finezyjne, jej obserwacje nie mają takiej perfekcyjnej trafności. Więcej w jej książce jest egzaltacji, okrzyków, lęków, zachwytów. Mimo to, trudno nie dać się uwieść tym emocjom - również w jej relacji Prowansja jest urzekająca. Podobny jest też tryb narracji, przeskakujący całe miesiące, ale przecież w życiu też tak jest - czas mija szybko. Nie do końca wiadomo, uda się tę farmę kupić, uda się ją utrzymać, wydarzy się coś groźnego? Jednym słowem, dzieje się. I dzieje się ciekawie i jest magicznie tak jak trzeba. Nic dziwnego, że autorka napisała kolejne książki - na wydanie po polsku czekają "Pora Oliwek", "Oliwkowe drzewa", "Oliwkowe żniwa" i "Oliwkowa droga". Tym, których nie odstrasza pewna monotonia w tytułach, na pewno kolejne części także się spodobają.