Życie od kuchni
Ania Nowak
Całkiem milutka, niczym nie wyróżniająca się od innych komedyjka z nutką dramatu. Bywa śmiesznie, bywa rzewnie, bywa smutno. Na szczęście nie bywa zbyt wiele. Nic w tym specjalnego ale ogląda się bardzo miło, głównie zresztą dla aktorów grających główne role.
Kate Armstrong (Zeta - Jones) jest kobietą dla której życie zawodowe to całe życie. Będąc jednym z najbardziej rozchwytywanych szefów kuchni w mieście/kraju, odnosi sukcesy wyłącznie na polu zawodowym. Nie ma przyjaciół, osób bliskich a jedynym towarzystwem są dla niej koledzy z kuchni. Jak to w filmach bywa, do czasu. Z dnia na dzień Kate zostaje prawnym opiekunem małej Zoe (Abigail Breslin). W jednej chwili musi nauczyć się jak być matką. Do tego jej szefowa zatrudnia do kuchni nowego szefa, zupełnie innego w metodach i sposobie bycia Nicka (Eckhart). A to wszystko prowadzi... chyba wszyscy wiedzą do czego.
Życie od kuchni to remake głośnej niemieckiej komedii Tylko Martham gdzie główna bohaterka ma być wyzuta z jakichkolwiek emocji. O Jones ciężko powiedzieć to samo. Za bardzo przyzwyczailiśmy się już do jej wizerunku, żeby móc jej nie lubić, dlatego tutaj raczej jej współczujemy niż nienawidzimy. Emocji Kate zresztą nie brakuje, co widać chociażby w cudownej scenie rozstrzygania problemu ze zbyt wysmażonym stekiem. Eckhart i Zeta - Jones tworzą niezły, ciekawy duet, chociaż może nie iskrzy tutaj chemią (oj, gdzie te duety jak z Pan i Pani Smith), nie jest tak, że nie możemy przestać oglądać. Niezła jest też, grająca małą Zoe Abigaile Breslin, maleńka, etatowa już aktorka Hollywood. Wszystko znośne, stonowane, nie przesadzone.
A sama historia? W swoim gatunku spełnia wszystkie stosowne wymogi, jest śmieszna, miła i miejscami odpowiednio smutna. Przed stosownie przewidywalnym końcem jest też odpowiednia nuta dramatu, tak żebyśmy mogli odpowiednio nacieszyć się ciepłym finałem. To taki milutki film na niedzielne popołudnia, taki bez specjalnych i rażących błędów, taki akurat w każdym wymiarze. Z bardzo dobrą muzyką i ścieżką dźwiękową. I jakkolwiek znam takich, co zarzucali mu banalność, wstrzymam się od odpowiedzi. Mi po prostu się podobał.