Potępiona adopcja
Aneta Robertson
Ale lubimy w Polsce skarżyć. Uwielbiamy donosić aby potem napawać się cudzym nieszczęściem. Matka oddająca za pieniądze własne dziecko stała się idealnym mięsem armatnim do dosłownego wypluwania naszych kompleksów narodowych. Szkoda tylko, że nikt nie zastanowił się co stało za jej decyzją.
"Od ust bym sobie odjęła a własnemu dziecku dała!" - amatorka taniej sensacji ustawiła się pod aresztem, tym samym do którego przewożono tą podobno wyrodną matkę. Owa jakże już wyklęta przez media kobieta dopuściła się czynu zapisanego w jakimś tam paragrafie kodeksu karnego, opowiadającego o sprzedaży dziecka. Oddaniu za pieniądze, rodzinie, która sama dziecka mieć nie mogła. Nic tylko ukamienować. W Polsce na pewno znalazłby się niejeden chętny na rzucenie tego pierwszego biblijnego kamienia.
Mało kto spojrzał na sprawę z tej drugiej strony. Oto kobieta, matka 5 dzieci, społeczny margines biedoty i nieszczęścia zachodzi w kolejną, szóstą ciążę. Nawiasem mówiąc z mężem, który aktualnie odbywa w więzieniu wyrok za znęcanie się nad rodziną. Nie mam wątpliwości, że kobieta nie pracuje, bo z dziećmi też coś trzeba zrobić. Nie ma pieniędzy na aborcję. Dochody pewnie sprowadzają się do zasiłków na dziecko i pomocy z organizacji społecznych. Ile to jest wie każdy średnio inteligentny człowiek.
A tu nagle kolejne dziecko w drodze. Czy ktoś z was głośno krzyczących może wyobrazić sobie jak przerażona musiała być ta matka? Co musiała myśleć wiedząc, że kolejne dziecko podzieli los pięciorga swojego rodzeństwa, los biedy i marginesu? Jak musiała martwić się mając świadomość, że będzie musiała wykarmić i zaopiekować się dzieckiem, nie mając jednocześnie za co? W jakiej musiała być desperacji?
Kiedy więc z drugiej strony pojawia się dobrze usytuowane, bezdzietne małżeństwo sytuacja jest trudnym ale jednak wybawieniem. Oddając im dziecko na wychowanie, ona sama mogła liczyć na tak istotne dla jej życia pieniądze, na wykarmienie i opiekę nad pozostałym potomstwem. Mogłaby w końcu, po latach zapewnić im w miarę ludzkie warunki, do nauki i do życia. Może do lepszej przyszłości. Bez upokorzeń, może z perspektywami. To nie mogła być lekka decyzja. Na pewno jednak nie jest niezrozumiała.
Na zachodzie adopcja ze wskazaniem na konkretną rodzinę nie jest niczym dziwnym. Pewnie w 90 procentach przypadków takie rodziny dają sobie "pod stołem" pieniądze. Nikt nie jest zszokowany, nikt nikogo nie wyzywa. Większość rozumie. Dlatego apeluję do tej pani, która tak łatwo wykrzykiwała pod aresztem obelgi. Proszę zastanowić się nad samą sobą zanim tak łatwo osądzi pani innych. Być może pani dla swojego dziecka odjęłaby sobie jedzenie od ust. Problem jest taki, że najpierw trzeba to jedzenie posiadać.