Pod księżycem Karoliny
Małgorzata Doboszyńska
Pod tym dziwacznym i trudnym do zrozumienia tytułem kryje się film klasy B, gdzieś z pogranicza dramatu i kryminału. Ma potencjał i uzdolnioną aktorkę w roli głównej. Szkoda, że kiepski scenariusz i beznadziejne zakończenie nie pozwala mu na wyjście z kategorii telewizyjnej rozrywki.
Taka nijaka adaptacja książki Nory Roberts. Tory Bodeen po latach powraca na stałe do swojego rodzinnego miasteczka. To tam, niespełna 20 lat wcześniej doszło do brutalnego morderstwa jej dziecięcej przyjaciółki, o które oskarżony i za które skazany został ojciec Tory. To także wtedy Tory wskazała ukrycie ciała, bazując swoje odkrycie na jednej z wizji jaką miewała. Te wizje ma zresztą częściej, co pozwala jej niejednokrotnie na uniknięcie niebezpieczeństwa. Będzie zresztą musiała ze swojego daru skorzystać, bo - po latach - w rodzinnym miasteczku ponownie giną kolejne osoby...
Sprawna i logiczna zagadka ale wykończenie pozostawia wiele do życzenia. To naprawdę całkiem niezły kryminał, odpowiednio (chociaż bez przesady) najeżony trupami i wskazówkami co do mordercy. Wszystko trzyma się zasad gatunku, nie narzucając nam żadnego rozwiązania. Nawet wizje Tory podane są w tak subtelny sposób, że skrajnie narzekający nie będą mieli powodów do narzekań.
Także aktorsko jest nieźle. Claire Forlani jest na tyle przyzwoitą aktorką, aby ze swojej roli zrobić wciągającą postać, taką o jaką będziemy w stanie się martwić a jej kłopoty przez chwilę staną się naszymi kłopotami. Podoba się też Josie Davis, bardzo urozmaicająca fabułę.
I wszystko zmierzałoby do mojego pełnego zachwytu, gdyby nie naprawdę nieciekawe i niezrozumiałe dla mnie zakończenie, tzw. odpowiedź na całą zagadkę. Czy naprawdę Stephenowi Tolkinowi kompletnie zabrakło pomysłu na wykończenie scenariusza? Dlaczego zafundował nam aż takie finałowe rozczarowanie? Trudno mi zrozumieć motywy tej decyzji. Szkoda tak dobrego filmu dla tak złego zakończenia. Szkoda. Inaczej byłby naprawdę film pierwszorzędny.