Babylon A.D.
Marta Czabała
Mathieu Kassovitz nie jest reżyserem beznadziejnym. Ba, nie jest pewnie nawet złym, bo na swoim koncie ma kilka całkiem przyzwoitych filmów. Jednak jego najnowsza produkcja to film nie dość, że marny, to jeszcze świadczący o jakiejś głębokiej depresji lub potencjalnych zaburzeniach osobowościowych reżysera.
To jakaś dziwna opowieść o przyszłości. Nasz główny protagonista, niejaki Thoorop (Vin Diesel) żyje życiem banity gdzieś w głębokiej Rosji, na co dzień trudniąc się (chyba) przemytnictwem. Nie może wrócić do czystej i wspaniałej (a jakże!) Ameryki, gdzie figuruje na liście terrorystów. Jego przepustką do lepszego życia staje się jednak pewnego dnia niejaki Gorsky (mój Boże Depardieu!), który proponuje mu całkiem nową tożsamość i przysłowiowe czyste konto. W zamian za to Thoorop musi jedynie dostarczyć do Nowego Jorku tajemniczą przesyłkę, czyli młodziutką wychowankę klasztoru, niejaką Aurorę. Już wkrótce okazuje się ona być.
Rozumiem apokaliptyczną wizję świata ale to co zobaczyłam na ekranie to już lekka przesada. Obraz jaki dostajemy niemalże od pierwszej sceny poraża pesymizmem, depresją i objawami jakie powinny zainteresować każdego terapeutę. Zaręczam, że nie przesadzam. Ze zdumiewającą stanowczością Kassovitz podaje nam, scena po scenie wizję świata, gdzie cała ludzka egzystencja sprowadziła się do pierwotnych instynktów, życia w slumsach, w brudzie i walce o przetrwanie. Nie wiem co profesjonalista powiedziałby o uparcie podawanej - i koszmarnie realistycznej - wizji martwych zwierząt, powieszonych za szyje psów na targu czy też rozprutych polarnych misiów. Jeśli miało na celu wywołać u widza efekt skrajnego zniesmaczenia i obrzydzenia to gratuluję. Dawno nie czułam się tak dużego wstrętu. I o co chodzi z tą wizją zepsutej Rosji??? Czy naprawdę wszyscy zdeprawowani zamieszkają w przyszłości na wschód od Kaukazu?
Twórcy, jak i zresztą niektórzy widzowie próbują wmówić nam, że w tym filmie znajdzie się na głębokie przesłanie oraz odwołania do słynniejszych filmów z pogranicza science - fiction i fantasy. Najbardziej rozbawiło mnie przyrównywanie sceny bitwy w klatce Thooropa do tej samej w Mad Maxie. Różne rzeczy można w życiu naciągnąć ale wszystko ma swoje granice. Ile już takich scen było w różnych filmach. Co najmniej w setkach. Nie ma w Babylon A.D. ani przesłania, ani nie jest on podobny do jakichkolwiek klasyków. Vin Diesel nigdy nie zostanie Melem Gibsonem, będzie już zawsze aktorem raczej niższych filmów akcji (mordobicia?). Wstyd, że w czymś takim bierze udział aktor tak szanowany jak Depardieu, niech lepiej wymaże ten epizod z filmowego CV. Najlepsza, chociaż bardzo epizodyczna jest Charlotte Rampling, ona jedyna wychodzi poza ramy marnego scenariusza i kiepskiej reżyserii. Mały to promyczek, ale cóż, zawsze.
Wyszłam z kina zniesmaczona, chociaż nie zirytowana: rozbawiły mnie komentarze towarzyszących mi na sali widzów. "To ty wybrałeś ten film!" rzuciła w stronę grupy znajomych młoda dziewczyna z mojej prawej. Chłopak z lewej typował, kto zapłaci za bilety. Chętnych nie było.
Ja osobiście - mimo raczej zgodnych opinii recenzentów - przewiduję Babylonowi A.D. sukces finansowy. Młodzież przyjdzie, przyciągnięta do kina nazwiskiem swojego bohatera kina akcji a także futurystyczną i bardzo rozreklamowana wizja przyszłości. Pewnie ci młodsi nawet nie będą znęcać się tak mocno jak ja. Cóż, może z niektórych rzeczy się wyrasta. Oby to był mój jedyny powód mojej niechęci.