Goło i Wesoło
Marta Czabała
Był sukces w kinach, był na deskach teatrów w wielu krajach. Musical/Sztuka/ Film Goło i Wesoło odniósł już chyba wszystkie możliwe tryumfy na świecie. Trudno się więc dziwić, że przyszedł więc w końcu czas na deski naszego teatru. I jest na co pójść, bo zaadaptowana do naszych realiów sztuka bawi niemal bez przerwy, stając się poważną konkurencją dla zagranicznych odpowiedników.
Na temat polskiej wersji Goło i Wesoło naczytałam się już wiele, zarówno dobrych jak i złych recenzji. Sztuce Arkadiusza Jakubika zarzucano, że minimalizuje całą historię i nieciekawie sprowadza ją do polskich realiów. Pisano o zawężeniu kontekstu, zminimalizowaniu przesłania interpretacji. O kiepskim aktorstwie. Nawet o nudzie.
Osobiście postanowiłam więc sztuki podejść czysto komercyjne. Rozrywkowo. I - co tutaj jest raczej ważne - kobieco. Kupując bilet każdy z nas chyba będzie bowiem wiedział, że nie wybiera się na najnowszą adaptację Szekspira czy dzieło literackie, jedynie na czystą rozrywkę. Nie oczekujmy tutaj więc literackich wzniesień czy też poetyckich emocji. Powiedzmy szczerze, to opowieść o striptizie. O kilku mężczyznach którzy - zniechęceni bezrobociem - postanawiają założyć grupę taneczno - striptizową, mając na celu jedynie zarobienie odpowiedniej ilości pieniędzy.
Jakubik całą sztukę "spolszczył" przerzucając akcję do Tomaszowa. Dzięki temu mamy więcej akcentów narodowych, społecznych, politycznych i kulturowych. Przyznaję śmiesznych. Aktorzy spisują się przyzwoicie, choreograficznie zaś dają wielki popis, bez wątpienia podparty wieloma tygodniami ćwiczeń. Podziwiam koordynację ruchowo - taneczną. Ostatnie sceny striptizu warte są przemęczenia się w nie klimatyzowanej a co za tym idzie dusznej BAJCE. W szczególności wielkie brawa dla Pawła Królikowskiego, on w tej sztuce jest bez wątpienia najlepszy.
I na koniec jedno małe "ale". Odnośnie końcowego monologu Radosława Pazury. Ktokolwiek wcisnął mu w usta te właśnie kwestie zdecydowanie przesadził i przekroczył granice dobrego smaku. Proponowałabym na przyszłość nie nagabywać (dosłownie) widowni pytaniami z rodzaju "a jak to jest jak robisz swojemu facetowi laskę?". Pazura jest w tym wydaniu wybitnie irytujący. Znajmy granice dobrej komedii. To przez takie cytaty całość traci u mnie punkty.
Sztuki zdecydowanie nie powinny oglądać wielbicielki Radia Maryja i przysłowiowe Moherowe Berety, bo ta da im tylko argumenty do walki ze swoim wrogiem. Kimkolwiek on by nie był. Ja już pewnie samym tym komentarzem zaliczyłam się do radykałów.