Kobiece prawa obywatelskie
Aneta Robertson
Nie lubię feministek, bo one nie lubią kobiet. Feministki to kobiety niespełnione w normalnych rolach - takie oto słowa usłyszałam oglądając ukochaną przez mnie audycję Kropka nad i. Olejnik zachowała swój zwyczajny profesjonalizm ale mi wyrwało się na usta przekleństwo. Czy naprawdę dalej żyjemy w latach 50tych?
Janusz Kochanowski, nasz Rzecznik Praw Obywatelskich brnął jednak dalej. Oświadczając iż jest gorącym przeciwnikiem parytetów dodał iż "kobiety potrzebują żłobków i przedszkoli, a nie potrzebują żeby feministyczne aktywistki weszły do sejmu za ich sprawą". Feministyczne aktywistki, jak wynikło z tej dyskusji to te stare, brzydkie kobiety, które jakimś cudem nie znajdują spełnienia w "normalnych" rolach kobiety. Za normalne rozumiem Pan Kochanowski przyjmuje oczywiście siedzenie w domu i w oczekiwaniu na męża zajmowanie się licznym potomstwem, praniem, prasowaniem no i oczywiście gotowaniem obiadu. Dwudaniowego, najlepiej z ciastem. Niedobrze, jeśli kobieta chce wrócić do pracy, ale jeśli nie koliduje to z "obowiązkami domowymi" i jeśli zarabia mniej od męża, można taki stan rzeczy zaakceptować.
Szczyt ekstazy. Kto przy zdrowych zmysłach mógł powołać tego pana na stanowisko? Czy my żyjemy na pewno w XXI wieku? Czy to Pan Kochanowski został permanentnie w czasach swojej młodości, gdzie kobieta mogła być jedynie dodatkiem do swojego mężczyzny a jej głównym zadaniem był promienny uśmiech i tworzenie pozorów? Czy przegapił czasy, gdzie kobiety są specjalistami we wszystkich dziedzinach nauki, gdzie nie ma zawodu w jakim kobieta nie odnosiłaby sukcesów? Czy dalej żyje w czasach, gdzie testosteron wyznaczał wyższość niemalże rasową, gdzie z zasady "pewnymi sprawami kobieta nie powinna zawracać sobie tej ślicznej główki?".
Ręce opadają. W kraju gdzie kobieta walczy o konstytucyjne prawo do wykonania aborcji Pan Kochanowski mówi, że dobrym określeniem było przyrównanie jej poczynań hitlerowskich. Gdzie próba egzekucji własnych praw a potem walka o odszkodowanie za brak takiej możliwości spotyka się z aprobatą Europy, Pan Kochanowski dalej stawia kobietę na niższym szczeblu rozwoju. Konsekwentnie podsyca wizerunek cierpiącej Matki Polki, poświęcającej ambicje, marzenia a niejednokrotnie zdrowie i życie w imię wyższego dobra jakim jest donoszenie ciąży a potem wychowanie dziecka.
Pozostaje tylko zapytać jaka tak naprawdę jest definicja prawa obywatelskiego. I jaka jest rola tych praw rzecznika. Taka sprawa Alicji Tysiąc nie jest przecież jedyna jaka na co dzień toczy się w polskich sądach. Jest inna bo nagłośniona przez media. Codziennie kobiety walczą o swoje prawa. Do pracy. Do macierzyństwa. I tak, do aborcji. Zrozpaczone biurokracją i brakiem pomocy, te które mogą jadą za granicę aby tam zabiegiem niejednokrotnie ratować swoje życie. Te których na to nie stać zostają w domu i z musu poświęcają się zgodnie z życzeniem Pana Kochanowskiego. A potem czują się winne, kiedy chcą od dziecka uciec chociażby na dwie godziny albo - olaboga - wrócić do pracy. Czy nie ma prawa obywatelskiego traktującego o tym, że matka też ma prawo pracować zawodowo i nie podlegać społecznemu ostracyzmowi? Ba, czuć z tego powodu satysfakcję? Muszę sprawdzić. Bo jeśli mam jednak w tym kraju jakieś prawa obywatelskie, to chcę prawa do "niechcenia" takiego rzecznika. I chcę je wyegzekwować.