Obsesja
Ania Nowak
Lekko zubożona i bardzo ugrzeczniona wersja Fatalnego Zauroczenia. Film bardziej dla nastolatków, którzy są być może za młodzi, żeby pamiętać bezbłędny pierwowzór. Strasznie to wszystko przewidywalne a porównań za nic nie da się uniknąć. I ani przez chwilę nie wypadają na korzyść tej nowszej wersji.
Tytułowej obsesji ulega Lisa (Ali Larter), której w oko wpada szef jej firmy, niejaki Derek Charles (Idris Elba). Lisa niespecjalnie zdaje przejmować się faktem iż prezes jest szczęśliwym mężem i ojcem, niespecjalnie też zainteresowanym jakimikolwiek romansami. Lisa nie odpuszcza, jej afekt stopniowo narasta przeradza się w manię. Nie pomagają zabiegi mężczyzny aby uniknąć prześladowczyni. Derek nie chce martwić żony, jednak wkrótce i ona stanie się celem na drodze do wyimaginowanego szczęścia Lisy.
Nie da rady nie porównywać do Fatalnego Zauroczenia. Ale aż żal, bo w takim porównaniu Obsesja wypada mizernie, blado i straszliwie schematycznie. Ali Larter może i jest śliczna ale Glenn Close nawet do pięt nie dosięga talentem. Idris Elba to nie Michael Douglas, ba nie ma tutaj nawet w połowie tych emocji co kiedyś. Najlepiej, chociaż dalej zdecydowanie nie LEPIEJ wypada w porównaniu do Anne Archer, Beyonce Knowles. Była wokalistka zespołu Destiny's Child kolejny raz zdumiewa mnie udowadniając, że jest całkiem niezłą aktorką. Kto wie, może rozwinie się nawet na bardzo dobrą.
Ale to wszystko za mało. Być może Obsesja jest całkiem przyzwoitym thrillerem ale jednak zbyt schematycznym aby można było czerpać z niej prawdziwą kinową przyjemność. Steve Shill, reżyser całości zdecydował się sięgnąć po efektowne i skuteczne ale bardzo oklepane chwyty filmowe. Zbyt oklepane. To co straszyło nas w 1987 roku (ach to Fatalne Zauroczenie) tutaj niemalże nie robi wrażenia. Wszystko dzieje się oklepanym torem, prowadzi do przewidywalnego końca, na dodatek akcja rozwija się porządnie dopiero po mniej więcej godzinie. Na dodatek nie dałam rady zapałać sympatią do żadnego z bohaterów. Całość może zaskoczyć tylko tego, który w życiu nie obejrzał ani jednego thrillera.
Daleka jestem od analizowania wszystkiego jako międzyrasowego konfliktu pokolenia prezydenta Obamy, a takie recenzje znalazłam w kilku miejscach. Bez przesady Szanowni Państwo. To jeden z takich filmów, który nie niesie żadnego przesłania, ma jedynie zapewnić widzowi emocje, poczucie strachu i szansę na zjedzenie po ciemku nieodłącznego już popcornu. Co do emocji i strachu to bywa różnie, ale ta ostatnia okazja będzie zapewniona. To film tak mniej więcej dla 15latków. I niestety nikogo innego.