Galerianki
Małgorzata Doboszyńska
Tryumfy i nagrody na kilkunastu już międzynarodowych festiwalach. Niebanalny film ze świetnie obsadzonymi aktorami. W polskim kinie wielki powiew świeżości i zapowiedź nowego twórcy filmów. Tym razem kobiety. W kinie światowym ciekawa, chociaż może nie najwspanialsza propozycja kina ambitnego, takiego do zapamiętania na długo.
Galerianki to debiut reżyserski Katarzyny Rosłaniec, która zresztą jest też autorką scenariusza. To też dłuższa, kinowa wersja 30minutowej etiudy, którą Rosłaniec otworzyła sobie drzwi do świata filmu. Dodała godzinę, zmieniła kilka wątków i skomercjalizowała wszystko na potrzeby współczesnej widowni. Wyszedł film dobry ale zdecydowanie gorszy od swojego krótszego pierwowzoru.
Rosłaniec w Galeriankach podejmuje temat dziecięcej prostytucji i społecznej akceptacji. Jej bohaterka Ala trafia do warszawskiej szkoły z małego miasta, gdzie zupełnie nie umie się zaklimatyzować. Dodatkowym problemem zdaje się być brak pieniędzy, zwłaszcza w zestawieniu z trzema klasowymi koleżankami przewodzonymi przez charyzmatyczną Milenę. Ta nie ukrywa, że drogie gadżety zdobywa przez oferowanie swoich usług seksualnych spotkanym w galerii handlowej mężczyznom. "Musisz znaleźć sobie sponsora" mówi Alicji. A ta musi rozważyć czy dla akceptacji rówieśników i drogich gadżetów warto jest poświęcić tak wiele.
Pełnometrażowa wersja Galerianek to przede wszystkim potęga niesamowitego aktorstwa. I tego profesjonalnego i w wersji amatorskiej. W profesjonalnej pierwsze miejsce należy bez wahania przyznać parze Barciś/Kuna. Kto by pomyślał, ze to jednak tak potężni dramatyczni aktorzy. Nie mam pojęcia gdzie Rosłaniec znalazła cztery młodziutkie dziewczyny ale tak potężnej emocjonalnie dawki kina nie mieliśmy w polskiej kinematografii bardzo dawno. Zwłaszcza Anna Kaczmarczyk w roli Alicji i Dagmara Krasowska jako Milena, dostarczają temu filmowi wielkich kinowych przeżyć.
Ale sam scenariusz już mnie tak nie poraził. I już na pewno nie tak jak ten w krótkometrażowej wersji Galerianek. Rosłaniec za bardzo popadła schematy, zbyt całość udramatyzowała, przesadziła z nagromadzeniem dramatycznych wniosków. Ilość patologii jaka widoczna jest w jej filmie jest tak duża, że aż nierealna, sztuczna. I z biegiem czasu, mimo krótkiego czasu trwania filmu ten może zmęczyć. Ten film robi wrażenie ale nie jest do końca prawdziwy. Bo jednak nie wszystkie nastolatki na świecie są, rzucającymi przekleństwami Galeriankami, nie każdy rodzic jest pasywny wobec życia swojego dziecka i nie wszędzie panuje ogólnie pojęta patologia. I na szczęście.