Dystrykt 9
Marta Czabała
Dobre chociaż specyficzne kino. Nie hollywoodzka wersja spotkania z kosmitami, dodatkowo zaopatrzona w morał dla widza. Oczywisty ale i tak przyzwoicie podany. Przyjemność oglądania potęguje doskonałe aktorstwo i ciekawe efekty specjalne. Bardzo to "nie Jacksonowskie" ale na pewno warte obejrzenia.
Dystrykt 9 to opakowana w papier science - fiction lekcja wychowania dla nas jako społeczeństwa i swoisty instruktaż postępowania. Fortuna kołem się toczy. Jeśli dzisiaj jesteś po stronie zwycięzców, jutro możesz być już gdzie indziej. Bądźmy dobrzy dla obcych. Nawet tych którzy zajmują terytorium w naszym mniemaniu nasze własne.
Morałem ma być postępowanie wobec imigrantów. Ci najgorsi to tacy spoza planety Ziemia. Różnią się wszystkim, wyglądem, zwyczajami, postępowaniem, kulturą. Kiedy niemalże trzy dekady wcześniej na Ziemię przylatuje statek obcych, władze południowej Afryki muszą radzić sobie z prawie 2 milionowym napływem pozaplanetarnych przybyszy. I nie są zbyt zachwyceni zetknięciem z obcymi, wszystkich umieszczając w specjalnie przygotowanej i ogrodzonej dzielnicy. Pilnowanej przez wojsko. Zwani przez ludzi Krewetkami, Obcy próbują się buntować. Aby zażegnać zamieszki i oddalić widmo wojny, władze decydują przenieść się wszystkich do specjalnie zbudowanej i bardzo odległej dzielnicy. Masowo przeprowadzana akcja rozpoczyna się od wręczenia każdemu z kosmitów nakazu eksmisji. Szwadron żołnierzy eskortuje od domu do domu przedstawiciela władz Wikusa (Sharlto Copley), który nie przebiega w środkach aby dostać to co chce. Tylko, że on sam nie ma pojęcia, że bardzo szybko przyjdzie mu stanąć po drugiej stronie barykady.
Film wchodzi do kin, dość sprytnie firmowany nazwiskiem Petera Jacksona. To, że Jackson całość produkował a nie reżyserował raczej się pomija. Wiadomo kto lepiej przyciągnie widzów do kin niż reżyser słynnego i kultowego już Władcy Pierścieni. Ten jednak kto oczekuje magicznych scen rodem z powieści Tolkiena może się srogo rozczarować. Dystrykt 9 to kino twarde i współczesne, szalenie polityczne, wciągające i mocne. Może czasami tylko zbyt emocjonalne.
Można się w tym filmie doszukiwać wielu analogii i metafor. Przede wszystkim do apartheidu, jaki jeszcze niedawno dzielił świat na strony. Nie bez powodów Jackson zdecydował się umieścić akcję całości w Afryce Południowej, wciąż targanej przez kolejne militarne konflikty rasowe. Dystrykt 9 to także bezpośrednia analogia do kwestii imigracji jako takiej, sposobów w jaki kolejne kraje traktują zarówno legalnych jak i nielegalnych imigrantów. Komentarz reżysera jest jednoznaczny: traktujmy innych tak samo jak sami chcielibyśmy być traktowani. Podane trochę zbyt jednoznacznie, ale cóż... może się czepiam.
To bez wątpienia świetna robota montażowa. Ileż to filmów już zrobili gdzie Obcy byli wyjątkowo irytująco wlepieni komputerowo. Tutaj wszystko jest idealnie zgrane, a "kosmiczną" całość jest jakby oczywista. To po prostu taki świat i już. Pełen nienawiści i strachu ale też smutku i tęsknoty za własnym domem. Takie filmy są potrzebne na pokrzepienie serc żądnych nowości w gatunku s-f widzów, dla tych chętnych zobaczyć doskonałą reżyserię i sprawną rękę producenta, rewelacyjną grę aktorską Sharlto Copley'a i świetny montaż. Doskonały film w swoim gatunku. Widać pieniądze to jednak nie wszystko.