Largo Winch
Marta Czabała
Strasznie to chaotyczne i pogmatwane. Na dodatek nudne niemiłosiernie i przereklamowane. Ogólnie przerost formy nad treścią. Jeśli zrobią z przygód Largo część drugą, ja na pewno się nie wybiorę. Poza Kristin Scott - Thomas nie widzę ani jednego powodu, żeby oglądać też tą pierwszą.
Tytułowy Largo Winch to adoptowany syn magnata finansowego, dziecię zresztą niespecjalnie skłonne do życia tak jak ojciec każe. Tak to u tych bogaczy bywa. Niemalże 30letni Largo rozbija się po świecie, zadaje z przygodnymi kobietami, prawo też nie jest dla niego wyznacznikiem postępowania. Oczywiście - jak to w takich filmach bywa - przychodzi w końcu moment opamiętania. Dla Largo zaczyna się on w momencie gdy zostaje poinformowany o nagłej, niekoniecznie zresztą naturalnej śmierci ojca. To do młodego dziedzica należeć będzie przejęcie całej korporacji i zarządzanie imperium. Nie bez kłopotów oczywiście. Nie wszyscy są bowiem chętni aby oddać władzę niedoświadczonemu młodzianowi. Largo musi objąć szefostwo w firmie, znaleźć winnych śmierci ojca, jak również wyjaśnić tajemnicę własnego pochodzenia.
Film wchodzi do kin reklamowany sloganem o rzekomej konkurencji, jaką postać Largo ma być dla Jamesa Bonda i Jasona Bourne'a. Na jednym z popularnych filmowych portali filmowych znalazłam komentarz widza konstatujący, że Largo Winch nie jest konkurencją nawet dla Stevena Seagala w 6 części filmu o kopaniu. Trudno to ująć trafniej. Marniutki scenariusz nakreśla nam historię czegoś pomiędzy rodzinną dysputą a międzynarodowym konfliktem biznesowym. Trudno to stwierdzić dokładnie, bo całość jest niedopowiedziana, nieciekawa i mało wartka. Largo snuje swój plan odbicia firmy, działa na wielu frontach, w wielu krajach i wielu językach - jednak puenta całej opowieści jest niewspółmierna do tego na co w materiałach promocyjnych przygotowywali nas producenci. Ani to ciekawe ani wciągająca, ba jest niejednokrotnie autentycznie nudne. Widać niedoświadczonego reżysera a i jednocześnie jednego ze scenarzystów. Nawet dość urokliwy wizualnie (mniej warsztatowo) Tomer Sisley w roli Largo nie jest w stanie przekonać nas, że będzie z niego super bohater na miarę tych najbardziej kultowych. Z całym szacunkiem do nieznanego mi wcześniej aktora - Bondem ani Bournem to on jednak nie jest. Tutaj tzw. najmocniejszym ogniwem jest bez wątpienia Kristin Scott - Thomas, jednak jej talent nie jest w tym filmie wykorzystany nawet w jednym procencie w stosunku do aktorskiego potencjału.
Francuzi już od lat dość skutecznie udowadniają, że ich kinematografia przeżywa renesans, ba jest w stanie bezpośrednio konkurować z tą amerykańską. Ale jednak nie tutaj. To film niewspółmierny z tym co mogą zrobić reżyserzy tacy jak chociażby Olivier Marchal a zagrać aktorzy jak Gerard Depardieu czy Daniel Auteuil. W porównaniu z takimi filmami Largo wypada blado, niemalże jak tańsza wersja czegoś, co przy większej uwadze mogło jednak okazać się wspaniale oszlifowanym diamentem. Niewykorzystany potencjał a sam budżet nie wystarczył. Szkoda.