Marta Fihel
"Przygody Hucka Finna z angielskim. Podręcznik do samodzielnej nauki"
Marta Czabała
Zamiar godny szacunku, bo klasykę czytać należy. A w oryginale to dodatkowy plus. Ale czy z archaicznego zasobu słownictwa da się nauczyć czegoś przydatnego w dzisiejszej interakcji językowej - to już wątpliwe. Jeśli więc tego Hucka Finna czytać to wyłącznie dla przyjemności.
Wydawnictwo: Telbit, Kwiecień 2009
ISBN: 978-83-60848-74-6
Liczba stron: 499
Wymiary: 175 x 250 mm
Cena: 57,00 zł
Wiadomo nie tylko metodykom, że z niczym innym nie przyswoimy języka obcego równie dobrze jak z tzw. tekstami żywymi. Książki, filmy, artykuły z gazet czy magazynów dają nam unikalną a i ciekawą możliwość zobaczenia w kontekście struktur gramatycznych jakimi na co dzień posługują się cudzoziemcy. Tymi co każą kuć w szkole. Nawet jeśli niejednokrotnie przyjdzie się trudzić z kawałkiem tekstu czy nawet jednym zdaniem, satysfakcja ze zrozumienia jest nieporównywalna do żadnego podręcznika.
Wychodząc naprzeciw samozwańczym zapaleńcom nauki języka angielskiego, wydawnictwo Telbit przygotowało serię, wydawanych w języku oryginalnym klasyków literackich, specjalnie przygotowanych jednak pod kątem osób uczących się angielskiego. Huckelberry Finn to druga książka jaka trafiła w moje ręce z tej serii, zaraz po prześmiesznych brytyjskich Trzech Panach w łódce. Przeczytałam z przyjemnością. Przygody Hucka Fina są zresztą moim nieodłącznym towarzyszem już wiele lat. Najpierw przeczytałam je w dzieciństwie, potem na studiach filologicznych, jako jeden z niezaprzeczalnych klasyków literatury amerykańskiej.
Co do wartości samej książki nie ma dyskusji. Co do użycia tego dość specyficznego tekstu jako bazę do nauki angielskiego już bardziej. Przygotowanie i redakcja całej książki jest bez wątpienia bez zarzutu. Całość podzielona na maleńkie rozdziały, a każde z możliwie trudnych słów jest wyjaśnione po bokach stron, a nie jak to często bywa, zbite w grupie na samym końcu. Każdy kolejny rozdział książki to też porządnie przygotowane ćwiczenia na zrozumienie tekstu, pytania dotyczące przeczytanej już treści oraz poszerzone i przyznam przyzwoicie wytłumaczone struktury gramatyczne. Dla wielbicieli krzyżówek też znajdzie się niejedna.
Dodatkowo, znajdą się fakty kulturowe dotyczące ówczesnej Ameryki, ciekawostki i nieznane wcześniej informacje. Nie zabraknie wyjaśnionych różnic pomiędzy dzisiejszym a ówczesnym językiem angielskim.
I wszystko byłoby bez zarzutu. Będąc jednak osobą upartą i bezpośrednio z metodyką nauczania związaną, pozwolę sobie wetknąć we wszystko tą przysłowiową szpilkę. Huckelberry Finn nie jest tekstem łatwym, ba z perspektywy współczesnego języka, jest tekstem niebotycznie trudnym, bez wątpienia zdolnym do zniechęcenia potencjalnego "uczącego się" do porzucenia jakże szlachetnej idei samo edukacji. Na dodatek jest to język całkowicie już dzisiaj nieużywany. Zwroty takie jak chociażby "I hain't been gone" czy "he done it" należą dzisiaj do języka nie dość, że archaicznego to jeszcze niegramatycznego.
Efekt? Można do tej książki podejść z czystej ciekawości, ale uczyć to się raczej nie ma czego. Mało jest sensu we wpajaniu sobie archaicznych zwrotów, bo tych nikt już dzisiaj w potocznej mowie nie zrozumie. Można przeczytać dla satysfakcji i zabawy. Ale uczyć się nie polecam.