Lakier do włosów
Aneta Robertson
Musicale nie umarły. Płomień, który skutecznie podsycił musical Chicago podtrzymały Dream Girls. Teraz zaś mamy triumf gry aktorskiej, ciekawego scenariusza i bardzo ale to bardzo pięknej muzyki. Ogląda się przyjemnie, marząc jednocześnie o kupieniu ścieżki dźwiękowej. Hairspray nadał musicalowi nową rangę.
Oryginalną wersję filmu Hairspray obejrzał chyba każdy szanujący kino widz. Film Johna Watersa zrobił w 1988 roku rewolucję. W ładnej, muzykalnej ramce poruszał tematy niezmiernie dla Ameryki istotne, segregację rasową, ostracyzm wobec osób tzw. puszystych. Waters pokazał Amerykę lat 60tych jako kraj konfliktów, pełen problemów, co w żaden sposób nie współgrało z definicją, kolorowego i pozytywnego z zasady musicalu.
Ale udało się. Udało się lepiej niż przewidywano. Hairspray to dzisiaj lekcja obowiązkowa dla każdego kinomana. Nic dziwnego, że sam film doczekał się w 2002 roku adaptacji na Broadwayu a cztery lata później oficjalnego remaku.
Film przyciągnął gwiazdy. Rzadko widziana na ekranach Michelle Pfeiffer wcieliła się tutaj w czarny charakter, wersję dobrą zagrał - fenomenalnie zresztą ucharakteryzowany John Travolta. Do tego mamy Christophera Walkera, Queen Latifah i bardzo dobrą w głównej roli Nikki Blonsky. Nie często to robię, ale tutaj pochwalę Travoltę za mistrzowską grę aktorską, dawno nie stworzył już takiej roli. Scena jego tańca z Christopherem Walkenem to bodajże najlepszy fragment filmu.
Wszystko jest spójną całością, bo choreografia komentuję muzykę a muzyka, kolejne sceny w filmie. Nie mam się do czego przyczepić. Ogląda się to trochę jak kolorowy ale idealnie skrojony patchwork, przyjemny i niezmiernie wciągający. Być może komentarze antyrasistowskie nie poruszają nas tak jak kiedyś, być może sami mamy dosyć własnych problemów, żeby rozpatrywać Hairspray jako komentarz polityczny. Być może. Faktem pozostaje jednak, że z oglądania wyciągamy czystą, niczym niezmąconą rozrywkę.
No i wreszcie ta muzyka. Piękna, wspaniale skomponowana przez wielkiego talentem Marca Shaimana. Idealna dla tego filmu. Do tego parę klasycznych kawałków światowej muzyki i mamy idealny produkt eksportowy. Naprawdę idealny.