Sztuczki
Magda Czabała
Wiele można znaleźć w tym filmie rzeczy ślicznych - Śląsk słoneczny jest jak Toskania, podpatrzone scenki z życia rozczulająco zabawne, Ewelina Walendziak, grająca jedną z głównych ról, piękna jak Scarlett Johanson i piegowata jak Julian Moore. Ten film to piękne obrazy, klimatyczna muzyka, nastrój i subtelne poczucie humoru. A jednak wyszłam rozczarowana. Tak troszeczkę.
Główni bohaterowie to rodzeństwo, dziesięcioletni Stefek i jego starsza o kilkanaście lat siostra Elka, której brat bliższy jest od starającego się o jej względy chłopaka. Związani ze sobą silniej niż z wychowującą ich samotnie matką, spędzają czas na zakupach, nad rzeką, na stacji kolejowej. Brat czeka na siostrę w czasie rozmowy o pracę, bywa z nią na randkach Elki (czasem nawet zamiast niej), nie widać, żeby bawił się z jakimikolwiek rówieśnikami. On chce odzyskać ojca, ona znaleźć dobrą pracę.
Rodzeństwo prowadzi niewinną, przynajmniej początkowo, grę z losem, bawi się przyczyną i skutkiem. W filmie Jakimowicza - żeby coś zyskać, trzeba coś poświęcić - czasem dwa złote, czasem hamburgera. Okaże się, że niekiedy także coś ważniejszego - choć nie dowiemy się do końca, czy rzeczywiście udało się przekupić przeznaczenie. I czy było warto.
Film Andrzeja Jakimowicza jest z całą pewnością piękny - wizualnie, a także dla ucha (fantastyczna muzyka Tomasza Gąssowskiego). Akcja rozgrywa się bardzo spokojnie, opowieść nie jest podawana wprost, tylko powoli wyłania się z kolejnych scen. Nie jest pozbawiona napięć - ale chyba jedną z najważniejszych wad tego filmu jest właśnie to, że to napięcie nie do końca jest rozegrane umiejętnie i gdzieś po drodze się gubi. Film nie jest tak przejmujący jakby mógł, a przecież ta opowieść z pewnością ma swój potencjał. Zatrudnienie nieprofesjonalnych aktorów we wszystkich pierwszoplanowych rolach oznacza zarówno naturalność i szczerość emocji rodem z najlepszych dokumentów, ale jednak także ogranicza środki wyrazu - uczucia urodzone w głowie scenarzysty może pokazać prawdziwie tylko dobry aktor. Na szczęście zawodowi aktorzy dzielnie dostosowują się do oszczędniejszej ekspresji, a amatorzy mają dużo wdzięku; widać, że wybór obsady to nie przypadek, a wszystko układa się w spójną całość. Najlepiej i najnaturalniej jednak wypadają ludzie podpatrzeni w sytuacjach spoza scenariusza - rozmawiający gołębiarze, klient proszący ekspedientkę-królową o piwo.
Mimo kilku zastrzeżeń, Sztuczki to mocna pozycja, choć pewnie nie dla każdego. Z pewnością są ciekawsze i pełniejsze od poprzedniego filmu reżysera, Zmruż oczy. A to już naprawdę niemało.